Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Refinansowanie norwegia kredyt oferty localmarket.no

Tagi:

Polka w Norwegii (Byłam kelnerką w polskiej ambasadzie...)
Marta maryon tomczyk

MARTA TOMCZYK MARYON - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2013-02-18 20:21:27 +0100

Są takie wspomnienia, które chciałabym zachować, np. to z grudnia zeszłego roku, kiedy zadzwonił do mnie Łukasz. Zapytał, czy chcę trochę zarobić?  Jasne, że chciałam, nie miałam stałego zajęcia, a przedszkole, gdzie pracowałam jako ringevikar (czyli zastępca na telefon) nie odzywało się już od dwóch tygodni. Zapytałam, co mam robić.

 

- Nic wielkiego, kameralna impreza w polskiej ambasadzie, trochę „pokelnerujesz” - powiedział.  Choć wspomnienia, z mojej jedynej próby pracy jako kelnerka w norweskiej restauracji były straszne, powiedziałam tak. Najwyraźniej doświadczenie niczego mnie nie nauczyło.

 

Dzień przed imprezą dostałam ataku panicznej histerii. Wyobraziłam sobie jak wylewam ambasadorowi talerz barszczu na nieskazitelnie białą koszulę. Pikanterii tej „zupie” dodawał fakt, że ambasador znał mnie z zupełnie innych kontekstów. Wiedział, że jestem doktorem filologii, dziennikarką i nauczycielką w Polskiej Szkole Sobotniej. Widywaliśmy się na polskich imprezach kulturalnych.  Jeśli teraz zaprezentuję się jako kelnerka, cały czar - jeśli takowy w ogóle był - pryśnie. Koniec z moim image’em. Ale słowo się rzekło, a że ja jestem z tych, co słowa dotrzymują, to o 11 stawiłam się w ambasadzie ubrana w przepisową białą bluzkę i czarne spodnie. W torebce dzierżyłam paczkę lekko przeterminowanego żurku śląskiego, o który błagał mnie Łukasz. Nie będę szczegółowo wyjaśniać, po co, dość, że pan ambasador wymyślił dla swoich gości polskie menu. Jak wiadomo żur występuje w Oslo równie często jak świeże banany z ogródka. Po za tym Łukasz jest kucharzem zapracowanym i twórczym. Ale nic już o tym.

 

Na miejscu okazało się, że nie mam się co przejmować, bo to… tylko obiad na 32 osoby, z okazji zakończenia prezydencji w UE, zaproszeni są sami ambasadorowie i minister spraw zagranicznych Norwegii. Poczułam, że robi mi się słabo. Wizja rozlanej zupy stawała się coraz bardziej realna, zaczęły mi się trząść nogi, jeszcze chwila a rozjadą się na wypastowanej podłodze jak łapy szczeniaka. Z całej obsługi kelnerskiej byłam tylko ja i Ewelina, która, jak się okazało, miała takie samo doświadczenie jak ja, czyli żadne. Dwie niezdarne intelektualistki, jako kelnerki na najważniejszym przyjęciu w roku 2011 w polskiej ambasadzie. Byle nie myśleć pomyślałam i pociągnęłam spory łyk wody ze szklanki. Kolega Łukasza zaczął zapiekać chleby, w których miał być podany ze „staropolskoregionalną” elegancją żurek.

 

- A co będzie na drugie? - zapytałam.

- Rolada wołowa, zapiekane buraki i kasza gryczana.

- O, Jezu – powiedziałam szczerze.

- Ale deser wymyśliłem już sam - rzucił Łukasz, wnosząc kocioł z parującą zupą - szarlotka i lody waniliowe z pistacjami.

- No - wyraziłam żywe zainteresowanie tym zestawem.

- Polska kuchnia jest trochę ryzykowna, jak ktoś nie jest przyzwyczajony - wtrąciła kulturalnie Ewelina.

- Kurwa mać - krzyknął kolega Łukasza, wyjmując z pieca pierwsze chleby.

- Co jest? - zaniepokoił się Łukasz.

- Nie zapiekły się, dalej mokre.

 - Zupa przesiąknie - wtrąciła Ewelina. Dziewczyna myślała logicznie, nie ma dwóch zdań.

- Podkręć temperaturę - wrzasnął Łukasz - lecę po kaszę, bo się spali.

- Łukasz, będą jeszcze jacyś kelnerzy? - zapytała pani Marysia z ambasady, mierząc mnie i Ewelinę krytycznym spojrzeniem.

 - Mówiłem, że tak, lecę do kaszy.

I kiedy wszystko wydawało się już stracone, przyszli prawdziwi kelnerzy. Przyszli to za słabe słowo, oni wkroczyli, veni, vidi, vici... Od razu zaczęli, rzucać „kurwami”, rubasznymi żarcikami, rozstawili wszystkich po kątach. Dzięki Bogu, zawodowcy, pomyślałam. Na twarzy pani Marysi pojawił się błogi uśmiech. Zrobiło mi się raźniej. Jeden z nich poprosił mnie o wsadzenie koszuli do spodni, bez wahania, pogmerałam za jego paskiem. Ustaliliśmy plan działania: którymi drzwiami wchodzimy, wychodzimy, kto obsługuje, który stolik.

- Spaliła się  - krzyknął Łukasz, wbiegając do kuchni.

 - Kto? - zapytała przerażona Ewelina.  

- Kasza gryczana - powiedział stawiając wielki gar na kuchence - jak chleby?

-  Właśnie wyjmuję  - szepnął z przejęciem kolega Łukasza.

- Robimy próbę - Łukasz sięgnął po chochlę. Wszyscy zamarli, wpatrując się jak powoli wlewa zupę do chleba.

- Przecieka - powiedział grobowym głosem po minucie.

 - Trzeba szybko nosić - rzucił jeden z kelnerów.

 

Rolada trochę się rozwaliła. Lody były tak zmrożone, że trzeba je było ręcznie ugniatać. Jedno z podanych win okazało się zepsute.  Dwa razy pomyliłam kierunek, weszłam nie tymi drzwiami. A jednak nic nie wylało się, nic się nie rozbiło. Rolada była pyszna, lody z pistacjami boskie, nawet polski żurek znalazł uznanie wśród gości. Czy to cud? A może każde przyjęcie jest jak wielki wybuch, z którego rodzi się nowy świat?

 

Po imprezie ambasador przyszedł do kuchni, aby nam podziękować. Podszedł do mnie z wyciągniętą ręką:

 

 - To było naprawdę niezwykłe.

- Jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję - powiedziałam. Zaczęliśmy się śmiać.

 

Tego dnia, jako kelnerka, zostałam doceniona, tak jak w żadnym innym z moich wyuczonych zawodów. To daje do myślenia.

Od tego roku mamy nowego ambasadora, który nie poznał mnie jeszcze jako kobiety pracującej, co najwyżej jako krakowiankę, która potrafi zatańczyć krakowiaka, ale to już zupełnie inna historia…


Inne posty

Opublikowano: 2014-10-04 18:39:16 +0200

Big norway 305815 nporta.no
(Foto: Alamy)

Mam dość jadę do Norwegii...

Opublikowano: 2014-08-05 12:59:16 +0200

Big spain culture nportal.no 1
Spain

Siedzę w samolocie lecącym z Maó do Oslo. Siedzę i piszę, aby jakoś ukoić smutek powrotu. W Maó było 28 stopni, słońce, lekki wiatr. W Oslo, jak powiedział pilot, jest 16 stopni i silny deszcz. Wolałabym, aby poczekał z tymi rewelacjami o pogodzie do końca lotu. A tak, od razu zepsuł zabawę. Ale może lepiej pozbyć się złudzeń?  

Opublikowano: 2014-07-20 13:52:28 +0200

Opublikowano: 2014-06-11 23:04:26 +0200

Big strawberry nportal.no
#Truskawki

Dwa tygodnie temu jadłam polskie truskawki. Bezkarnie i z wielką przyjemnością. W pięknym Wrocławiu. Soczysta słodycz na języku. I jeszcze radość dla oczu, bo owoce były kształtne i intensywnie czerwone, podane w pucharze kryształowym. „Miód malina” jak mawiał pewien bohater przedwojennego filmu polskiego.

Opublikowano: 2014-04-14 22:11:55 +0200

Opublikowano: 2014-03-06 13:19:52 +0100

Opublikowano: 2014-02-26 21:52:19 +0100

Opublikowano: 2014-01-09 16:52:17 +0100

Opublikowano: 2013-12-31 12:35:04 +0100

Opublikowano: 2013-12-14 11:43:25 +0100

Opublikowano: 2013-11-10 20:01:50 +0100

Opublikowano: 2013-10-27 19:01:24 +0100

Opublikowano: 2013-08-31 21:51:33 +0200

×