Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

01 tt line oferty specjalne lato ogolny slider 1200x400px cta15

Tagi:

Norweskie downtempo, polskie uptempo
Marta maryon tomczyk

MARTA TOMCZYK MARYON - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2014-03-06 13:19:52 +0100

 

Downtempo to pojęcie, które określa zarówno gatunek muzyczny wywodzący się z muzyki elektronicznej, bazujący na rytmie synkopowym, jak i wszystkie utwory wykonane w tempie między 80 a 120 BPM. Potańczyć się przy tym nie da, już raczej zapaść w miękki fotel i oddać marzeniom lub odpłynąć w drzemkę.

Jedną z pierwszych różnic, jakie zauważa każdy Polak po przyjeździe do Norwegii jest odmienne tempo życia. Polskie uptempo spotyka się z norweskim downtempo. Szybkie z wolnym. Zając z żółwiem. Gdy przyjechałam do Oslo byłam rozpędzona i nakręcona polskim tempem życia. I wpadłam w próżnię, niewidzialną ścianę norweskiej powolności. Stopniowo zwalniałam. Wyhamowując, zastanawiałam się nad tym, z czego wynikają różnice? Dlaczego tempo życia w Polsce jest tak szybkie i nerwowe? Dlaczego wielu Polaków żyje na najwyższych obrotach, w ciągłym napięciu? Nasuwa się kilka odpowiedzi:


Polacy żyją z traumami historycznymi, które oddziałują negatywnie (jak pokazują ostatnie badania psychologiczne) na całe pokolenia. Najbardziej dotkliwe i negatywne z tych doświadczeń, to II wojna światowa i katastrofa smoleńska.Drugim powodem jest sytuacja ekonomiczna. W Polsce żyje się trudno, wiele osób, szczególnie młodych, nie ma pracy. Stabilizacja finansowa jest możliwa, ale niełatwa do osiągnięcia. Polacy pracują bardzo dużo, często po godzinach, za które niekoniecznie dostają zapłatę. Trudno się dziwić, że większość jest przemęczona. Polityka prorodzinna jest nienajlepsza, więc młodzi rodzice muszą się borykać z wieloma problemami. Sytuacja osób starszych również pozostawia wiele do życzenia.

Podzieleni

Polityczna i społeczna sytuacja w Polsce jest, mówiąc delikatnie, skomplikowana. Podzielenie Polaków na dwa obozy, jakie dokonało się po w ciągu ostatnich lat, przyczynia się do nieustannego napięcia i walk politycznych. Niestety kłótnie z sali sejmowej przenoszą się również do domów, poróżniając członków rodziny.

Całą tę nierwowość podkręcają media. Przyznam, że oglądanie polskiej telewizji jest dla mnie coraz gorszym przeżyciem. Kłótnie polityków, ich żenujące wypowiedzi i zachowania. Niewiarygodna ilość programów przedstawiających ludzkie tragedie, zbrodnie. Oprócz tego programy o pseudogwiazdach, ich rozwodach, kolorach majtek i innych bzdurach.

A to wszystko przerywane niekończącymi się blokami reklamowymi, w których straszy się nas wszelkimi możliwymi chorobami z bólem i grypą na czele. Po pół godzinie oglądania polskiej telewizji czuję spadek energii, po godzinie mam ochotę płakać, po dwóch zażywam wszystkie witaminy i środki uspokajające,  jakie mam  (na wszelki wypadek), bo trzech sprawdzam puls czy żyję, po czterech (jeśli żyję) wyłączam telewizor.

„Emocjonalny cyrk”

Nie chcę przez to powiedzieć, że polska telewizja jest zła, bo tak nie jest. I wiem, że istnieją ważne dramatyczne wydarzenia (jak ostatnie wypadki na Ukrainie),o których trzeba głośno mówić. Ale czy na co dzień należy karmić ludzi się taką ilością negatywnych emocji? Czy z wydarzeń błahych (często)należy robić „emocjonalny cyrk”? Czy nie można pokazać, również czegoś dobrego? Świat nie jest tylko czarny, ma też inne tony, nawet biel.

Polskie uptempo wynika według mnie głównie z tych negatywnych czynników. Zastanawiam się jednak, czy „temperament narodowy” (o ile istnieje) ma tu coś do rzeczy? Czy nasze tempo napędza również „słowiańska dusza”, znana np. z kart powieści Sienkiewicza? Czy my jesteśmy takie Kmicice i Zagłoby, co to szybciej działają niż myślą? Czy musimy pomachać szabelką, aby czuć, że żyjemy?
 
Norwegowie nie machają szabelkami. Z naszego punktu widzenia żyją w downtempo (choć oni sami zapewne uważają, że ich tempo jest właściwe).
Zwolnione tempo Norwegów, o którym wspominała również Nina Witoszek w ciekawym artykule Forbanna Polakk! (Aftenposten  10.06.2013) wyraża się np. w odmiennym podejściu do pracy: Nordmennene jobber på halv fart; polakkene bretter opp ermene og jobber til de stuper” (Norwedzy pracują na zwolnionych obrotach, Polacy zakasują rękawy i pracują dopóki nie padną).

PRZECZYTAJ TAKŻE: "Cholerni Polacy" - Prof. Nina Witoszek Prowokuje Do Dyskusji...

Tu oczywiście od razu nasuwa się oczywiste wyjaśnienie tej różnicy: Norwedzy nie muszą się przemęczać, bo istnieje niewielka szansa, aby stracili pracę. Polacy muszą się starać, bo łatwo mogą zostać zwolnieni. Ostatnio coraz łatwiej, ale to temat na inny artykuł. Powolne tempo norweskie, nie tylko w pracy, ale także w życiu prywatnym, wynika według mnie przede wszystkim z dobrej sytuacji ekonomicznej Norwegii i rozbudowanej opieki socjalnej.

Stała praca i wysokie zarobki zapewniają spokój. Byt określa świadomość, jak mawiał pewien ideolog, i w tym jednym miał rację. Utrata pracy, gdy ma się stałą umowę o pracę, zdarza się relatywnie rzadko. Godziny pracy są wyznaczone, większość Norwegów pracuje nie więcej niż 7,5 godziny dziennie. Osoby zatrudnione w sferze budżetowej mają sporo przywilejów. Drugi etat i nadgodziny nie są potrzebne, szczególnie, jeśli pracują dwie osoby w domu. Polityka prorodzinna jest najlepsza w Europie, rodzice i dzieci mogą liczyć na realne wsparcie finansowe i liczne udogodnienia (np. darmową opiekę dentystyczną dla dzieci). Osiągnięcie stabilizacji w Norwegii jest łatwiejsze niż w Polsce.

Czas i pieniądze

Oczywiście najłatwiejsze jest dla Norwegów, jednak i dla innych narodowości (po pewnym czasie) jest możliwe. Norwedzy, z którymi rozmawiałam, sami przyznawali, że mają dwie bardzo cenione we współczesnym świecie rzeczy – czas i pieniądze. To połączenie prowadzi do szeregu szczęśliwych konsekwencji, jak czas dla siebie i dla rodziny, możliwość realizacji swoich hobby i pasji.  Człowiek, który ma czas na wypoczynek i robienie tego, co kocha może czuć się szczęsliwy. W Norwegii wiele osób wykorzystuje tę szansę. Oczywiście czas i pieniądze zużytkować również na głupie rzeczy,  bywa i tak. Jednak ogólna tendencja jest pozytywna.

Norweska polityka jest nudna i przewidywalna, przynajmniej, gdy się na nią patrzy z perspektywy gazet i telewizji. Różnice między partiami nie są tak radykalne, jak w Polsce. Kłótnie polityczne zdarzają się rzadko, dyskusje polityczne w najlepszym przypadku osiągają temperaturę podgrzewanej parówki. Nie wpływają w żaden sposób na życie prywatne Norwegów. Nikomu nie przychodzi do głowy się kłócić o politykę. Nawet przed wyborami, nie rozmawia się o tym, kto, na kogo głosuje. Nie wypada pytać. Z pewnością większe emocje budzi sport i osiągnięcia norweskich skoczków niż polityka.

Norweska telewizja jest nudna (dla nas), nie epatuje ludzkimi dramatami, rzadko można zobaczyć skaczących sobie do oczu rozmówców.  Reklamy nie straszą powikłaniami pogrypowymi i zawałem serca, bo nie ma reklam leków. Relatywnie często można tu zobaczyć filmy dokumentalne poświęcone szeroko rozumianemu życiu i przyrodzie norweskiej, które dzieją się zdecydowanie w downtempo. Oczywiście zdarzają się również głupie programy i amerykańskie seriale nie najwyższych lotów.

„Temperament narodowy”

Nie chcę powiedzieć, że norweska telewizja jest lepsza od polskiej, bo tak nie jest. Prawdę powiedziawszy myślę, że jeśli chodzi o tzw. ogólny poziom jest gorsza. Jednak ma jedną znaczącą przewagę, nie straszy, nie epatuje, nie tworzy czarnego obrazu świata. Jeśli wziąć pod uwagę „temperament narodowy”, to Norwegów zdecydowanie należy nazwać nacją zimnokrwistą. Na co dzień nie okazują zbyt wielu emocji, cenią sobie dystans i spokój. Te cechy, które ukształtowały się również pod znaczącym wpływem klimatu decydują u wolnym tempie życia w Norwegii.

W tej chwili bardzo sobie cenię norweskie tempo życia. Przyzwyczaiłam się do downtempo. Ale czasem odzywa się we mnie moja słowiańska dusza. Wtedy jadę do Polski i z zanurzam się w rwącym potoku życia. Na jakiś czas, aby odzyskać równowagę, aby stworzyć własne tempo. W muzyce pewnie byłoby to gdzieś między 120 – 132 BPM, co odpowiada allegretto, a co po polsku znaczy ruchliwie.


Inne posty

Opublikowano: 2014-10-04 18:39:16 +0200

Big norway 305815 nporta.no
(Foto: Alamy)

Mam dość jadę do Norwegii...

Opublikowano: 2014-08-05 12:59:16 +0200

Big spain culture nportal.no 1
Spain

Siedzę w samolocie lecącym z Maó do Oslo. Siedzę i piszę, aby jakoś ukoić smutek powrotu. W Maó było 28 stopni, słońce, lekki wiatr. W Oslo, jak powiedział pilot, jest 16 stopni i silny deszcz. Wolałabym, aby poczekał z tymi rewelacjami o pogodzie do końca lotu. A tak, od razu zepsuł zabawę. Ale może lepiej pozbyć się złudzeń?  

Opublikowano: 2014-07-20 13:52:28 +0200

Opublikowano: 2014-06-11 23:04:26 +0200

Big strawberry nportal.no
#Truskawki

Dwa tygodnie temu jadłam polskie truskawki. Bezkarnie i z wielką przyjemnością. W pięknym Wrocławiu. Soczysta słodycz na języku. I jeszcze radość dla oczu, bo owoce były kształtne i intensywnie czerwone, podane w pucharze kryształowym. „Miód malina” jak mawiał pewien bohater przedwojennego filmu polskiego.

Opublikowano: 2014-04-14 22:11:55 +0200

Opublikowano: 2014-02-26 21:52:19 +0100

Opublikowano: 2014-01-09 16:52:17 +0100

Opublikowano: 2013-12-31 12:35:04 +0100

Opublikowano: 2013-12-14 11:43:25 +0100

Opublikowano: 2013-11-10 20:01:50 +0100

Opublikowano: 2013-10-27 19:01:24 +0100

Opublikowano: 2013-08-31 21:51:33 +0200

Opublikowano: 2013-06-30 19:46:20 +0200

×