Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150 ubezpieczenia w norwegii

Tagi: Norwegia , książka , emigracja , Polacy w Norwegii , powieść , Piotr Mikołajczak

„Emigracja hartuje, mi uratowała życie.”
Mister icon

REDAKCJA NPORTAL.no - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2021-09-23 10:11:13 +0200

Rozmowa z Piotrem Mikołajczakiem, autorem powieści „NOrWAY. Półdzienniki z emigracji” opowiadającej o emigracyjnych doświadczeniach w Norwegii.

Kilka dni temu do sprzedaży online trafiła najnowsza powieść Piotra Mikołajczaka opisująca jego wspomnienia z trzyletniego pobytu w Norwegii. To opowieść o człowieku, który dotkliwie doświadcza trudów emigracji, ale w każdym dniu stara się znaleźć zaskakujące, zabawne lub ożywcze zdarzenie. Choć nie jest mu łatwo, z uporem idzie dalej. Poniżej publikujemy rozmowę z autorem.

Sylwia Skorstad: Czy nie obawiasz się, że ktoś się za tę książkę na ciebie obrazi? Jeden może uznać, że rozpoznaje siebie i się sobie nie podoba, drugi, że to powieść o niedobrych Polakach w Norwegii (a my lubimy się obrażać), trzeci, że on nie taką Norwegię widzi i w ogóle się nie znasz...

Piotr Mikołajczak: Zaczynasz od naszej trudnej, narodowej cechy, która trochę jak cerber - ma trzy głowy. Łatwo się obrażamy, szybko negujemy, momentalnie oceniamy. W przeszłości wielokrotnie słyszałem zdanie, że „zły ten ptak, co własne gniazdo kala”, ale (i tu wybacz, że z racji wykształcenia polecę Norwidem) zawsze odpowiadam, że raczej zły „ten, co mówić o tem nie pozwala”. Czy za „Szczuropolaków” ktoś się w Polsce czy USA na Edwarda Redlińskiego obraził? On starał się opisać ciemną stronę american dream, a ja mroki norwegian paradise. Obrażać się można na wszystko, ale nie wiem czy powinno się to robić, gdy mamy do czynienia z czyjąś wizją, z subiektywnym spojrzeniem, wewnętrznym światem. Przecież każdy z nas odbiera emigracyjną rzeczywistość inaczej.

S. Skorstad: Jaki był twój wewnętrzny świat, gdy wyjeżdżałeś z Polski?

P. Mikołajczak: Wyjeżdżając do Norwegii z niezdiagnozowaną depresją miałem na sobie ciemne okulary, rodzaj ironicznej maski, której używałem do samoobrony. Byłem wrażliwy, ale bywałem też pragmatyczny, bo nie było innej drogi, by bez uszczerbku przetrwać w tym świecie. Musiałem z kraju, w którym moim życiem byli przyjaciele, książki i muzyka, wejść do nieznanego, obcego i, jak wtedy myślałem, przerażającego świata walki o pracę, pieniądze i godność. Z racji fatalistycznej natury, w tamtym czasie, spodziewam się raczej katastrofy niż czegoś dobrego, jednak uparcie wierzyłem, że uda mi się zdobyć to, po co przyjechałem. Pomimo tego, że duża część książki została złagodzona, a najgorsze rzeczy wycięte, to i tak te wszystkie sytuacje na końcu wymieszałem, zmieniłem bohaterom imiona, poprzestawiałem lokacje. Chciałem by wymowa książki była bardziej uniwersalna, a emigranci z innych krajów, którym przez przypadek „NOrWAY” wpadnie w ręce, poczuli, że w podobnych sytuacjach nie są sami. Z pewnością książka nie spodoba się każdemu, ale czytelnik z otwartą głową zrozumie, że to tylko pewien mroczny wycinek z czyjejś historii, niekoniecznie kompatybilny z ich przeżyciami czy wyobrażeniami o emigracji. A jeśli komuś, kto przez przypadek się rozpozna, nie spodoba się ta wizja, to równie dobrze może znaczyć, że albo się pomyliłem co do danej osoby albo może być to też sygnał, że ktoś musi się sobie przyjrzeć. Zmienić coś. Spisane przeze mnie bezrefleksyjnie powtarzane na budowach mizoginizmy, dowcipy, powielane stereotypy, mogą rzucić się komuś w oczy i stwierdzi, że faktycznie powtarzanie ich nie jest w porządku. Każdy emigrant ma swoją historię i pomimo tego, że po dziewięciu latach od wyjazdu z kraju zmieniło się tak wiele, że dziś jestem nie tylko szczęśliwy, ale też uważam emigrację za jedną z tych rzeczy, która wywindowała moje życie, to chciałem zrzucić ten ciężki mandżur. Wyzerować licznik i iść dalej.

S. Skorstad: Powiedz proszę krótko, o czym jest "NOrWAY" i o czym nie jest. Pomóżmy zdecydować czytelnikom, czy to lektura dla nich.

P. Mikołajczak: Książka, jest dla tych, którzy z różnych względów znaleźli się w podobnej sytuacji: dla nadwrażliwych, skomplikowanych, zadłużonych, nieradzących sobie w trudnym dla nas środowisku. Ale też dla eurosierot, rodzin tych, którzy wyjechali za chlebem, zostawiając za sobą niewykończone domy, rozbite rodziny, wspomnienia. To opowieść o mierzeniu się z emigracją bez przygotowania, o walce z trawiącą człowieka depresją i samotnością, ale też o powolnym odnajdywaniu się w nieswoim świecie. Żeby poradzić sobie z tym, co było dla mnie trudne, zacząłem opisywać rzeczywistość wokół mnie. Często też zasłaniałem uszy muzyką i audiobookami, które ratowały mój stary, wewnętrzny świat - były swoistym łącznikiem pomiędzy tym, co zostawiłem w Polsce, a tym kim z przymusu się stałem. Literatura i muzyka ratowały mnie przed popadnięciem w niebezpieczną rutynę, koiły nerwy i umożliwiały upływ frustracji. Wyżej wspomniałem wrodzony fatalizm, ale obok niego przez lata kroczyło też jakieś wpojone w dzieciństwie poczucie, że jednak jestem kimś, że coś znaczę.

S. Skorstad: Wiele fragmentów powieści przedstawia niełatwą walkę o zachowanie tego ostatniego poczucia.

P. Mikołajczak: Po wyjeździe zorientowałem się, że nie jestem nawet trybikiem w maszynie i że słowo „nikt” opisuje mnie najwyraźniej. Potężny dług, idiotyczne decyzje, niepowodzenie w relacji, wewnętrzny dygot, brak jakichkolwiek umiejętności oprócz pisania średniej jakości tekstów literackich, plasowało mnie w hierarchii wartości gdzieś pomiędzy muchomorem, a goryczakiem żółciowym. Byłem toksyczny, nieprzydatny. Dopiero emigracja i przebywanie z zupełnie innymi ode mnie ludźmi, nauczyła mnie zarówno przekraczania własnych granic, kształtowania od nowa własnego świata, docenienia tego, kim jestem. Ta książka jest chyba najbardziej o tym. O poszukiwaniu siebie. A o czym nie jest? Nie jest generalizacją emigrantów, nie jest ich oceną, choć wiele osób tak to będzie chciało odbierać. Nie jest też próbą powiedzenia, że wszystko się uda, gdy będziesz miał odpowiednią motywację, bo to nieprawda. Ta książka jest o ryzyku, jakie się podejmuje, gdy ktoś naprawdę jest pod ścianą i o wszelkich jego konsekwencjach. „NOrWAY” to jak do tej pory moja najbardziej osobista historia.

S. Skorstad: Czemu zdecydowałeś się na napisanie tej powieści? Domyślam się, że ta decyzja wymagała pewnych zmagań i przemyśleń, ile należy odsłonić, co schować, co zmienić.

P. Mikołajczak: Gdy zaczynałem opisywać mój wyjazd, z początku robiłem to na blogu razem z Adamem Gustem, jednym z bohaterów książki. Chcieliśmy by nasi przyjaciele, rodzina i znajomi wiedzieli co się u nas i w nas dzieje. Często były to sytuacje niezbyt zabawne, nawet przykre, ale starałem się zachować resztki siebie i podczas gdy Adam obrabiał zdjęcia, ja doprawiałem pierwsze relacje właściwym sobie poczuciem humoru, konsultując z nim czy dobrze to wszystko opisuję. Po czasie myślę, że również dzięki pozytywnemu nastawieniu Adama, który miał zupełnie inną motywację do wyjazdu, przetrwałem pierwsze miesiące w niezłej kondycji psychicznej. Po jego wyprowadzce pisałem dalej, ale przerzuciłem się na popularną społecznościówkę, gdzie przez przypadek trafił Łukasz Orbitowski. Napisał mi wtedy, że z tego powinna powstać książka. Już wcześniej kilka osób sugerowało mi, żebym nie „marnował” tego pisania na krótkie formy, ale posłuchałem dopiero faceta, który parał się pisaniem od lat i jest dla mnie autorytetem. Nie muszę mówić, jakie wrażenie to na mnie wywarło, ale to właśnie wtedy zdecydowałem się pisać dalej do szuflady i spiąć później całość jedną klamrą. Tak powstała książka, którą Wydawnictwo Otwarte miały wydać już w 2017 roku, ale ze względu na liczne publikacje o Norwegii w tamtym czasie i premierę pierwszej książki - „Szepty kamieni”- zaniechano tego pomysłu. Dwa lata później, gdy całkowicie zarzuciłem myślenie o wydaniu tych historii, plik odkopał Wojtek Karkoszka z Otwartego. Książka mu się spodobała i rozpoczęliśmy na nowo cały proces publikacji. Do dziś jestem mu za to ogromnie wdzięczny, bo to było trochę tak, jakby ktoś usłyszał pukanie w trumnę – niby radość, ale niewesołe wspomnienia obudziły się ponownie. Trochę się jednak wymęczyłem bo przez ostatnie pięć lat mój styl się zmienił, ale usiadłem pewnego dnia i przepisałem całość od nowa. Trochę się bałem, że ponownie obudzone wspomnienia mnie sponiewierają, ale okazało się, że nie taki diabeł straszny. To tyle o technicznych stronach mojej decyzji. Praktyczne są takie, że wydanie „NOrWAY” jest pozbyciem się balastu, autoterapią, wyrzuceniem na papier ciężkiego okresu z mojej prywatnej historii. Ale nie dlatego, że nie mogłem go już nieść dalej, wręcz przeciwnie. Dziś cieszę się z tego, co działo się przez te trzy lata, a co zmieniło mnie w kogoś zupełnie innego. Nie mówię, że w lepszą osobę, ale na pewno w taką, którą trochę bardziej lubię, mniej na nią narzekam. Może przeczytanie tej książki kogoś wkurzy, ale głęboko wierzę, że wielu osobom pomoże.

S. Skorstad: Norwegia, o której opowiadasz, to kraj widziany z perspektywy imigranta zarobkowego - człowieka zestresowanego, zmęczonego, obciążonego długiem i depresją. On nie udaje, że opowiada obiektywnie o Królestwie Norwegii, od początku wiemy, że mówi o tej Norwegii, którą widzi przez swoje okulary. Czy myślisz, że dzisiaj widziałby ją inaczej?

P. Mikołajczak: Oczywiście. Dziś emigracja nie jest już czymś, co wywołuje u mnie lęk przed nieznanym. Przez ostatnie dziesięć lat świat się zmniejszył, dostęp do wiedzy mamy na wyciągnięcie ręki w naszych smartfonach. Mój telefon z dzisiejszej perspektywy przypominał zabawkę, a internet był bardzo drogi. Trzeba było co chwilę chodzić do lokalnego oddziału MyCall, by kupować kartę z kilkoma megabajtami, które ledwo wystarczały na tydzień. Nie mówię już o kontakcie z rodziną czy przyjaciółmi, do których dzwoniłem niezwykle rzadko. Postęp technologiczny, jaki miał miejsce w ciągu ostatnich kilku lat, rozwój komunikatorów i łatwodostępny internet dla każdego, zmienił emigrację w coś bardziej strawnego. Nie wyobrażam sobie nawet, co czuli emigranci trzydzieści lat temu i wcześniej. Ja, wyjeżdżając w 2012 roku, bałem się wszystkiego, a najbardziej chyba tego, że nie poradzę sobie z formalnościami i nikt mnie nie zechce nawet do zdrapywania gum z chodnika. Ale okazało się, że upraszczając trochę i używając porównania mojego przyjaciela - emigracja to klasyczne RPG (Role Playing Game). Zaczynasz od poziomu pierwszego, a wszystkie przedmioty, które możesz wykorzystać do zdobycia punktów doświadczenia, leżą tak naprawdę w zasięgu ręki. Pierwszym z nich jest Internet - informacje, które należy pozbierać, uporządkować i przyswoić - zapoznać się z mechaniką gry. Decyzja o tym gdzie emigrować, do czego i po co, jest zawsze uzależniona od posiadanej wiedzy, znanych języków, środków na wyjazd, kontaktów na miejscu, ale też doświadczeń innych. Używając ciągle porównania do RPG, zależy to od naszego „ogrania” z rzeczywistością. Stąd też ta książka, która opowiada o człowieku, który ograny nie był, ale wypłynął na środek jeziora i zdecydował.

S. Skorstad: Jak widzisz Norwegię teraz?

P. Mikołajczak: Z perspektywy Islandii i prawie dziewięciu lat poza Polską, Norwegia to dla mnie dziś piękny, spokojny kraj z mnóstwem możliwości. Przede wszystkim dla tych, którzy chcą naprawdę zmienić swoje życie i mają ogromną determinację. Moi przyjaciele wyprowadzili się niedawno z Warszawy do Oslo i sami przyznają, że życie im zwolniło, uspokoiło się, stało się chyba lepsze, a może raczej uważniejsze. Zauważyli, że potrzebują mniej, że natura wokół nich jest piękna, że oddychają świeżym powietrzem, ale widzą też wysokie podatki i niechęć niektórych mieszkańców Norwegii do innych nacji, w tym do nas – Polaków. Dla mnie dziś Norwegia to już nie kraina mroku, baśni i złowrogiej natury, jak myślałem o niej dwadzieścia lat temu, a miejsce, do którego z sentymentem chcę wracać. I kto wie, może kiedyś wrócimy tam na stałe? Paradoksalnie, gdy ostatnio byliśmy z żoną w Szwecji, odczułem ogromną tęsknotę za Oslo, Asker i fiordem w Nesbru, za uwalanymi snusem przystankami, za artystyczną Grünerløkka i czystym powietrzem na Frognerseteren. Ale też za Lofotami, Tromsø i Trondheim. Z przyjemnością poznałbym bardziej tę inną Norwegię, której nie udało się zobaczyć zza brudnej szyby, którą musiałem umyć. W przyszłym roku planujemy wziąć auto i udać się promem na kilka tygodni do Norwegii, by przejechać ją całą z góry na dół.

S. Skorstad: "NOrWAY" to osobista powieść, ale znalazłam w niej wiele fragmentów, które równie dobrze mogłyby opowiadać o moich znajomych. Uniwersalne wydaje mi się na przykład poczucie dualizmu: z jednej strony bohatera mierżą seksistowskie żarty kolegów "z baraków", z drugiej stara się dostosować do grupy. Jakby jednocześnie prowadził antropologiczną obserwację uczestniczącą i był jej bohaterem. Czy masz wrażenie, że choć pisałeś o sobie, to przy okazji stworzyłeś uniwersalną opowieść o doli i niedoli imigranta?

P. Mikołajczak: Wszystko, co czytamy, co oglądamy, to nie tylko osobne historie, które ktoś chce nam opowiedzieć, ale przede wszystkim opowieść o nas samych. Możemy ją łatwo odczytać. Tak naprawdę reakcja na konkretną historię jest równie ważna, co ona sama. Nawet to, gdzie jedziemy na wakacje, jak spędzamy na nich czas, to głównie świadczy i opowiada o nas. Na potwierdzenie tych słów, ostatnio gdy zostaliśmy zaproszeni do Szwecji, na wyspę należącą do pisarza Fredrika Harena, opowiedział nam, że niektórzy ludzie odwiedzający to miejsce, często nie czują potrzeby by udać się na jej dwa końce, nie mają odwagi by popływać łódką, by sprawdzić co jest w lesie – wolą przebywać w kontrolowanym środowisku. Stwierdził, że reakcja na bezludną wyspę wiele mówi o czyjejś osobowości. Ja na przykład zajrzałbym wszędzie. Dokładnie tym są historie, z którymi się spotykamy – naszymi wyspami, na których możemy robić, co chcemy. A wiążąc to z „NOrWAY”, choć pisałem w większości o sobie, to bardzo chciałem pokazać, że różnimy się naprawdę niewiele od ludzi, o których (podobnie jak Norwegowie) nic nie chcemy wiedzieć.

S. Skorstad: Czyli w Norwegii paradoksalnie najbardziej obawiamy się Polaków w Norwegii, bo podświadomie wiemy, że nosimy ich w sobie ?

P. Mikołajczak: Nazywamy ich robolami, najniższą warstwą emigracji, a przecież spotykałem inżynierów, kładących płytki, magistrów malujących wielkie hale i absolwentki pedagogiki myjące okna i podłogi. Pytano mnie wielokrotnie, dlaczego nie pisałem o ludziach, których gros pracuje przecież w Norwegii na normalnych stanowiskach, troszcząc się o wizerunek Polaka, zarabiając potężne sumy. Dlaczego nie wspominam o blogerach, fotografach, naukowcach, dziennikarzach o tzw. „dobrych ludziach”, którzy nie przynoszą nam tego słynnego wstydu, naszpikowanego kompleksami narodowymi. Spotykałem wśród emigrantów, i owszem, patologię, recydywistów i bandytów, ale ci, o których pisałem, to przecież też w większości dobrzy ludzie. Za takich siebie mają, uważając do tego, że wiedzą i widzą więcej niż inni. Są często płynni, pastelowi, krnąbrni, rzadko skłonni do pomocy, nerwowi, cwaniakowaci, ambiwalentni, zakochani w sobie, a niektórzy bezproblemowi i pełni empatii. Tak naprawdę różnimy się reakcją na rzeczywistość, zasobami wiedzy, umiejętnością jej wykorzystania. Bohaterowie „NOrWAY” mieli jednak odwagę wyjechać i zareagować jakoś na Polskę. Nierzadko z przymusu, często w wyniku zakrętu życiowego, a najczęściej przez finanse. Takich „nas” jest tu najwięcej i dlatego m.in. o nich i dla nich jest ta książka. Jest też oczywiście dla tych, którzy mają rodziny w Skandynawii oraz ludzi chcących zobaczyć jak wygląda jeden z niełatwych odprysków emigracji.

S. Skorstad: Wielu z bohaterów twojej powieści niełatwo jest polubić, a jednocześnie, dzięki narracji głównego bohatera, nieco łatwiej jest ich zrozumieć. On ich ocenia tylko wtedy, gdy już nie ma wyjścia.

P. Mikołajczak: Łatwo zbudować sobie opinię o bohaterach „NOrWAY, o języku jakiego używają oraz ich poglądach na życie. Ale zachęcam do sięgnięcia głębiej. Wielu z nich to żądni przygód poszukiwacze, którzy zdobyli się na wypłynięcie po łupy na północ, i osiągali swoje, budując luksusowe hotele w majestatycznych górach, małe hytty w cudownych zakątkach północy, wielkie mosty, po których dziennie przetacza się połowa norweskiej motoryzacji. Tysiące z nich sprząta codziennie domy bogatych Norwegów, oglądając oryginały Muncha, Picassa czy Pollocka, zgarniając napiwki w kwotach polskiej tygodniówki. Kolejni wożą Norwegów do pracy, remontują im biura, wyrzucają śmieci. Inni stawiają tory tramwajowe, nowoczesne centra handlowe czy chociażby architektoniczny cud – Operę w Oslo. Jak pisał Kacper Szulecki w artykule „Polaczki” kontra „Norki”. Wokół norweskiego serialu „Walka o byt”: Polacy są zwierciadłem, w którym norweskie społeczeństwo się przegląda. Są punktem odniesienia i miarą własnej degrengolady. I moim zdaniem ci ludzie zwiedzili i zobaczyli często rzeczy, o których śnią miliony turystów, dziesiątki tysięcy marzycieli, wklejających sobie na tapetę fiordy, czy tysiące hipsterów chcących zrobić selfie z jakąś dziwną rzeźbą na Aker Brygge. Ale w przeciwieństwie do nich, bohaterowie „NOrWAY” często z lekceważącą obojętnością mijają cuda obok siebie, wolą zapalić czerwonego malborasa zamiast się zachwycać, za odpowiedź mając jedynie: już to widziałem. Wszystko wygląda tak samo.

S. Skorstad: Czy gdyby znajomy z Polski zapytał cię dzisiaj, czy emigracja zarobkowa to dobry pomysł, co byś mu odpowiedział, o co zapytał, jaką dał mu radę?

P. Mikołajczak: Gdyby to był jakiś mój znajomy z dzisiejszej Polski? Powiedziałbym mu: jedź i nie oglądaj się za siebie. Zwłaszcza, jeśli nic cię nie wiąże na miejscu. Emigracja hartuje, pomaga odnaleźć wiele z tego, o czym nawet nie wiemy, że w sobie nosimy. Mi uratowała życie. Nie można jednak wpaść w pułapkę myślenia o wyjeździe jako o ratunku. Bo co gdy ten ratunek nie nadejdzie? Co się stanie, jak emigracja nas pochłonie i znikniemy w obcym kraju, zdani już nawet nie na siebie, ale na pomoc obcych ludzi, którzy wcale nie muszą się nad nami pochylić? Musimy bardzo umiejętnie wyważyć proporcje, uważać czego sobie życzymy i podliczyć wszystkie za i przeciw. Może się więc nie powieść, ale co gdy jednak nam się uda? Możemy wtedy w euforii uznać cały świat za swój dom i odważyć się na dużo więcej. Znam sporo osób, które przeżyły emigrację w Anglii, Islandii, Norwegii, Szwecji, w USA i u naszych zachodnich sąsiadów. Wszystko w ciągu jednego życia. Za pracą można jeździć wszędzie, ale możemy spotkać się wtedy z czymś, z czym zderzyła się jedna z moich znajomych – zaniknęły jej korzenie, nie wie już skąd jest. Jednak dla sporej ilości ludzi, których spotkałem w Norwegii czy na Islandii, emigracja była najlepszą decyzją. Gdy w końcu uznali nowy kraj za swój dom, ten stał się dla nich bezpiecznym i lepszym od Polski miejscem do życia. Znaleźli ludzi, którzy szybko nie oceniają, nie negują i nie obrażają się o byle co. Mają jednak inne cechy, które mogą nam przeszkadzać, ale to już temat na inną historię.  

Powieść „NOrWAY. Półdzienniki z emigracji” jest dostępna w sprzedaży online na stronie internetowej Wydawnictwa Otwarte.

Piotr Mikołajczak - ukończył polonistykę na UAM w Kaliszu, współautor dwóch reportaży o Islandii: Szepty kamieni, Historie z opuszczonej Islandii (2017) oraz Zostanie tylko wiatr. Fiordy Zachodniej Islandii (2019),  współzałożyciel strony Icestory.pl, podróżnik, przewodnik po Islandii. Jego trzecia książka, NOrWAY. Półdzienniki z emigracji opowiada o trzyletnim pobycie w Norwegii. W 2015 roku przeprowadził się na Islandię. Mieszka w Keflavíku.

 

×