Zakupy
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150 ubezpieczenia w norwegii

Tagi: Norwegia , Polacy , opinia , pandemia , COVID-19

Jak Polacy w Norwegii oceniają rok 2020? (część druga)
Sylwia

SYLWIA SKORSTAD - Trondheim | Norwegia

Opublikowano: 2020-12-31 14:03:17 +0100

To był dla szczególny rok. Refleksje naszych czytelników na temat ostatnich miesięcy mogą was zaskoczyć.

Gdyby w styczniu ktoś poprosił nas o przewidzenie nadchodzących w całym roku zdarzeń, mielibyśmy kłopoty ze stworzeniem trafnej prognozy, nawet gdybyśmy posiadali zdolności parapsychiczne. Mało kto spodziewał się pandemii, związanych z nią obostrzeń, restrykcji w podróżowaniu za granicę oraz skutków społecznych i ekonomicznych tego wszystkiego. Rok 2020 przekroczył granice wyobraźni.

Przedstawiamy drugą część refleksji naszych czytelników.

Anna, lat 40, pracownik naukowy, Trondheim

Ponieważ wiem, jak ciężki ten rok był dla wielu osób, to aż głupio mi się przyznać, że dla mnie był to najlepszy czas od dawna… Wypunktuję, dlaczego:

- Nikt z moich najbliższych nie zachorował i nie umarł.

- Praktycznie całą karierę zawodową spędziłam pracując zdalnie i gdy dostałam pracę na NTNU, musiałam zmienić tryb życia oraz przyzwyczajenia - chodzić od pracy codziennie i dzielić biuro z innymi osobami. Pandemia i lockdown pozwoliły mi na powrót do pracy z domu, z czego się cieszę. 

- Mój szef stworzył w naszym laboratorium szybki test na wirusa, za co dostał miliony koron i dzięki temu miał pieniądze na przedłużenie mi kontraktu (oraz podwyżkę), a ponieważ wcześniej nie dostaliśmy grantu z Helse Midt Norge, moja posada była zagrożona.

- Dzięki pracy zdalnej mogłam więcej spacerować.

- Treningi w domu wniosły świeżość do rutyny silowniowej i dały nowe bodźce.

- Lockdown sprawił, że nie dało się jeździć do Polski, a mało jest rzeczy, których nie znoszę bardziej.

- Ludzie oszaleli na punkcie remontowania swoich domów, wiec mój mąż nie mógł się opędzić od roboty i też dostał podwyżkę, a firma, w której pracuje, zaczęła się rozwijać ( wcześniej rozważał odejście, bo było stagnacyjnie).

Jedynym w zasadzie negatywnym skutkiem pandemii był dla mnie stres na początku - bałam się strasznie, że zachoruję ja lub ktoś z moich bliskich i ten strach dość mocno mnie w tych pierwszych tygodniach zżerał. Tym bardziej, że niedługo przed wybuchem pandemii moi rodzice wrócili z nart z Włoch, a ich znajomi, którzy wrócili dwa tygodnie później, zmarli na Covid-19. Nadal boję się o rodziców w Polsce i mam nadzieję, że szczepionka zostanie rozdystrybuowana szybko i sensownie.

Łukasz, lat 51, pracownik uniwersytecki, Oslo (wraz z żoną Anitą oraz dziećmi: Tymonem, Niną i Kają)

Do Norwegii przeprowadziliśmy się z całą rodziną nieco ponad rok temu. Na mijający rok, z punktu widzenia pandemii, patrzymy więc przez norweskie okulary, ale także, siłą rzeczy, porównując nasze doświadczenia z doświadczeniami bliskich, którzy zostali w Polsce.

Jako pracownik uniwersytetu poczułem się w Norwegii "zaopiekowany". Dostałem, i ciągle dostaję, dużo wiadomości - od władz uniwersytetu i wydziału, ciał zbiorowych, związków zawodowych. Po pierwsze, jestem dzięki temu na bieżąco, po drugie widzę, że mój/nasz los jest innym drogi. Ale są też konkrety: spotkania, szkolenia, porady, jak się przystosować, jak korzystać z narzędzi internetowych itp. Przedłużono mi także kontakt za okres lockdownu, kiedy nasza trójka dzieci uczyła się w domu (marzec - maj).

Polityka norweskiego rządu wydaje mi się znacznie bardziej czytelna niż polskiego. Decyzje są najpierw zapowiadane, potem ogłaszane, mają uzasadnienie, są logiczne. Nikomu nie przychodzi do głowy zamykać ludzi w domach, a do sportu jesteśmy nawet zachęcani. Rząd identyfikuje różne grupy i opracowuje dla nich przekaz, premier spotkała się z dziećmi, tłumacząc im, zrozumiałym językiem, o co chodzi z pandemią. To wzruszające.

Polacy, których jest tu sporo, mają dostęp do informacji po polsku, czytałem właśnie ulotkę nt. szczepień.

W życiu domowym to natomiast rok wyzwań. Domowa szkoła trójki dzieci jest niełatwą sprawą, trzeba się zorganizować, porozumieć, dotrzeć do siebie wzajem. Nasze dzieci chodzą do szkoły międzynarodowej. Technicznie nie było żadnego problemu, szkoła i nauczyciele sprawnie przestawili się na narzędzia internetowe.

2020 to również rok życia "na zoomie". Spotkania zawodowe, seminaria, ale i imprezy towarzyskie. Przez Zooma obchodziliśmy święta, piliśmy wino, wymienialiśmy się wrażeniami z przyjaciółmi z różnych krajów. Zwłaszcza na początku pandemii było to ważne. Ile ofiar we Włoszech, jak sąsiedzi pożyczają sobie psa na spacery w Hiszpanii, twarde podejście (do czasu) Anglików i tak dalej. Dzięki Zoomowi świat wydaje się mały.

Co pandemia nam dała? Więcej międzyludzkiej solidarności, sprawdzania czy i jak radzą sobie lokalni przedsiębiorcy i czy można coś zamówić na zapas, żeby nie zbankrutowali. Umiejętność wykorzystywania narzędzi komunikacyjnych. Dzięki pandemii mogę brać udział w wydarzeniach na całym świecie i słuchać/widzieć ludzi, których nie miałbym szansy inaczej spotkać. Internetu zaczęli używać wszyscy, mam nadzieję, że choć w części nam to zostanie.

Jednak ten czas to także tęsknota do przytulania nie tylko najbliższych, którzy są, ale też przyjaciół. Tęsknota do spotkań, rozmów twarzą w twarz, ognisk i tańców. Przyglądając się światu mam jednak wrażenie, że nasza rodzinna pandemia i nasze problemy, to są drobiazgi w krainie luksusu. Ludzie naprawdę cierpią, tracą zdrowie, życie, bliskich, tracą pracę i utrzymanie, muszą się tłoczyć 24 godziny na dobę na niewielkim metrażu. Jestem więc także wdzięczny losowi i staram się przez ten pryzmat patrzeć na ewentualne niedogodności.

Mira, lat 38, restauratorka, Trondheim

Jestem osobą, która łatwo przystosowuje się do każdych warunków i zazwyczaj "wyciska" z sytuacji coś dobrego. Mój rok zaczął się wspaniale - kolejną wymarzoną, kilkumiesięczną podróżą. Nie rozumiejąc, co się dzieje wokół mnie, nie śledząc wiadomości ze świata, delektowałam się nowymi krajobrazami, kulturą, doświadczeniami. Mój biznes (własna restauracja rodzinna) szedł coraz lepiej, zaskakujący wzrost przychodu dawał nadzieję na przejście do etapu II prowadzenia firmy. Miało być już tylko dobrze. Później nadeszła krótka wsteczna kwarantanna i zamknięcie firmy przez pracowników, bo ja nie mogłam ruszyć się z domu. Powrót do już pustego miejsca, bez pracowników, bez klientów, bez perspektyw na lepsze jutro. Wszystko, na co pracowałam wiele lat (a ostatnie 2 lata bez wytchnienia), legło w gruzach. Zostali ludzie, którzy dali ogrom miłości i wsparcia będąc, chodząc ze mną do kina czy pijąc lampkę wina. Zrozumienie, czas na milczenie i niewyjaśnianie. Pracownicy, którzy martwili się i mimo, że nie musieli, byli z nami. Mimo że stracili pracę, nadal są. To dobre rzeczy.

Dobre było myślenie o innych i poprawianie im nastroju, na przykład kupowanie rzeczy od małych producentów, kupowanie kwiatów Teściowej czy Babci, niezliczone rozmowy poprawiające wzajemny nastrój. Wyszukiwanie tylko dobrych wiadomości i śmianie się do łez, mimo, że może aż takie śmieszne to nie było. Nowa praca, nowi ludzie i szansa na nowy start.

Właściwie wydarzyło się dla mnie więcej dobrego niż złego. Uwielbiam to, że starałam się od nowa zacząć żyć, że wzmocniłam przyjaźnie, zastanowiłam się nad kilkoma trudnymi relacjami. Warzę moje słowa bardziej niż kiedyś, bo wiem że mogą dawać siłę albo podcinać skrzydła, które nieśmiało wyrastają. Dziś już rozumiem, że zbyt rzadko zastanawiamy się, jakie skutki mają nasze słowa.

Według mnie Norwegia nie spisała się w tym kryzysie zbyt dobrze, chociaż rozumiem, że to niezwykle trudna sytuacja. Jeszcze bardziej przekonałam się, że jest to kraj, który myśli szablonowo i potrzebuje dużo czasu, żeby wymyślić coś dobrego. Kiedy już wymyśli, jest w tym świetny, ale proces powstania pomysłów jest długi. Wysłanie ludzi na postojowe, oczekiwanie, by siedzieli w domach bez niemalże żadnego wsparcia dla firm, to fatalny czas dla przedsiębiorców. Wyczekiwanie aż najsłabsze firmy zginą wydaje mi się niemoralne.

W pandemii sprawdzili się za to ludzie, doceniam ich odpowiedzialność przejawiającą się przez na przykład zachowywanie odstępu społecznego czy uważność w kontaktach. Jak zawsze jednostki się sprawdziły, a machina, jaką jest państwo, pokazała się z tej mechanicznej strony. 

Podsumowując, to jednak był piękny rok, w którym miałam szansę przekonać się, że to człowiek jest dla mnie ważny, że bez natury i przestrzeni nie da się żyć, za to da się żyć bez wielu przedmiotów.

NPORTAL.no

×