Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Ubezpieczenie dla firmy norwegia

Tagi: Norwegia , Skandynawia , prawo , ciąża , dyskryminacja , kobiety , prawnik , urlop macierzyński

Prawniczka Agnieszka Bakanova: Zmiana zaczyna się od każdej z nas!
Mister icon

REDAKCJA NPORTAL.no - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2017-08-30 21:11:31 +0200

Norweskie prawo chroni prawa kobiet ciężarnych i matek na macierzyńskim. Mają one między innymi szereg uprawnień w miejscu pracy, jak na przykład do 49 tygodni macierzyńskiego czy do godzinnej przerwy w godzinach pracy na karmienie piersią lub odciąganie mleka przez okres roku, a co najważniejsze do gwarancji zatrudnienia po macierzyńskim. Pomimo, że w teorii norweskie prawo w dużym stopniu stara się chronić kobiety w tym jednym z kluczowych dla nich momentów w życiu, to w praktyce sytuacja często ma się zupełnie inaczej. Zarówno ciężarne, jak i świeżo upieczone matki niejednokrotnie napotykają na różnego rodzaju przeciwności starając się o pracę lub już w miejscu pracy.

NPORTAL.no: Znalezienie pracy będąc w ciąży wydaje się być sporym wyzwaniem. Jak zatem ta kwestia wygląda w Norwegii?

Agnieszka Bakanova, prawniczka: Według norweskiego prawa, pracodawca nie może dyskryminować kobiety ubiegającej się o pracę ze względu na to, że jest w ciąży. Co więcej, nie ma on nawet prawa zapytać czy jest ona w ciąży, czy planuje adopcję lub ma jakiekolwiek plany z tym związane. Ale jedna rzecz to teoria, a druga to praktyka. W rzeczywistości często kobiety same informują potencjalnego pracodawcę o ciąży. I to jest błąd.
 
Ale jak tu nie poinformować skoro niedługo wszystko wyjdzie na jaw, a tym samym zostaniemy postawione w niezręcznej sytuacji w stosunku do nowego pracodawcy?
 
Właśnie o to chodzi. Kobiety boją się, jak to trafnie nazwałaś, tej “niezręcznej sytuacji”, gdzie będą musiały się prędzej czy później przyznać do czegoś, co w ich uznaniu jest niepożądane przez pracodawcę. Sama niedawno byłam w takim położeniu, kiedy to w trzecim miesiącu ciąży starałam się znaleźć pracę. Mimo że jestem prawnikiem i wiem jak wygląda to od strony prawa, to nie czułam się komfortowo nic nie mówiąc o moim stanie podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Długo się nad tym zastanawiałam. Ale pomyślałam, że gdyby mój mąż szukał pracy, to nawet nie przeszłoby mu przez myśl, aby mówić na rozmowie kwalifikacyjnej o mojej ciąży. Zapytałam sama siebie: “A dlaczego ja mam to robić?”. Prawnie nie jesteśmy do tego zobowiązane, a co więcej prawo to zostało stworzone po to, aby nas chronić przed takimi “niezręcznymi sytuacjami”, więc nie powinnyśmy mieć żadnych wątpliwości z tym związanych. Człowiek chce być uczciwy i nie robić problemów “na dzień dobry”, ale nie ma gwarancji, że osoba po drugiej stronie będzie tak zwyczajnie i po ludzku wyrozumiała oraz uczciwa w stosunku do nas, więc dlaczego ryzykować? Od tego właśnie mamy prawo.

W pierwszych miesiącach mamy większą szansę na zatrudnienie będąc w ciąży, bo pracodawca nie ma prawa pytać, a my nie musimy mówić. Ale już w bardziej zaawansowanym stanie nasze szanse maleją.
 
Mogłoby to mieć miejsce, gdyby nie fakt, o którym wspomniałam, iż potencjalny pracodawca nie może dyskryminować kobiety ze względu na to, że jest w ciąży.

Ale jak rozpoznać, że nie dostała pracy ze względu na jej stan?
 
Jeśli kobieta podejrzewa, że nie została zatrudniona ze względu na ciążę, to może skorzystać z czegoś, co po norwesku nazywa się "arbeidsgivers opplysningsplikt overfor arbeidssøker". Jest to prośba wysłana do firmy, w której kobieta brała udział w procesie rekrutacji, o  przesłanie dokładnej informacji na temat formalnych kwalifikacji osoby, która została zatrudniona. Kiedy okaże się, że dana osoba ma gorsze lub te same kwalifikacje, to całkiem możliwe, że miała miejsce dyskryminacja. Wtedy można wysłać sprawę bezpłatnie do zaopiniowania do Urzędu ds. Równouprawnienia i Dyskryminacji (Likestillings- og diskrimineringsombudet - LDO). Jeżeli oni nie uznają, że ma to znamiona dyskryminacji sprawa może być także skierowana do Likestillings- og diskrimineringsnemnda (LDN). Zazwyczaj taki pracodawca będzie starał się załagodzić zaistniałe okoliczności. Trzeba pamiętać jednak, że LDO i LDN są organami opiniującymi i nie mogą nakazać pracodawcy, np. wypłaty odszkodowania. Aby dostać tego rodzaju zadośćuczynienie trzeba skierować sprawę do sądu.

Często zdarzają się takie praktyki?

Nie da się jednoznacznie tego powiedzieć, bo wiele kobiet zapewne nie wie, że jest taka opcja lub nie podejmują się tego procesu. Norwescy pracodawcy także są bardzo ostrożni w tym temacie, bo wiedzą jakie mogą być tego konsekwencje. Prawdę mówiąc łatwiej jest udowodnić przypadki, kiedy kobieta już jest zatrudniona i wraca do pracy po macierzyńskim niż dyskryminację podczas rozmowy kwalifikacyjnej miała miejsce.

Co dokładnie masz na myśli?

Kiedy kobieta idzie na urlop macierzyński często jest tak, że firma zatrudnia kogoś na zastępstwo, kogo później chciałaby zostawić na dłużej. Ze względu na to, że kobieta po macierzyńskim ma zagwarantowane prawo do tego samego lub adekwatnego stanowiska rodzi się swego rodzaju niewygodna sytuacja. Dlatego pracodawca zapewnia kobiecie możliwość powrotu, ale nie zawsze na jej korzyść. Po powrocie z macierzyńskiego kobieta orientuje się, że tak naprawdę robi zupełnie co innego. A po jakimś czasie albo sama rezygnuje, albo dostaje zwyczajnie wypowiedzenie. Z prawnego punktu widzenia, pracodawca ma rzeczywiście prawo do tak zwanego "styringsrett", czyli może przenieść kobietę na podobne stanowisko w firmie. Nie ma jednak prawa tego zrobić jeśli oznacza to dla tej kobiety pracę w gorszych warunkach niż te, które były jej zagwarantowane przed urlopem, np. dostaje zupełnie inne obowiązki na innym stanowisku. Niestety tego rodzaju praktyki mają miejsce. Możliwe, że wielu pracodawców liczy na to, że kobieta nie będzie się skarżyła na swój los.

Co wtedy zrobić?

Można skontaktować się z prawnikiem, wspomnianym wcześniej Urzędem ds. Równouprawnienia i Dyskryminacji lub ze swoim związkiem zawodowym i porozmawiać o zaistniałych warunkach. Uważam, że lepiej jest podjąć jakieś działania niż później zostać bez pracy.

Wspomniałaś  także o problemach podczas samego urlopu macierzyńskiego.
 

Problemy podczas tego okresu oscylują zazwyczaj wokół szukania pracy i niechęci do zatrudniania przez pracodawców kobiet na macierzyńskim - niestety w tym przypadku nawet znacznie trudniej jest udowodnić czy dyskryminacja miała faktycznie miejsce - oraz kwestii samego wynagrodzenia, zazwyczaj w przypadku kobiet na wysoko wykwalifikowanych stanowiskach. NAV pokrywa do 561.804 koron norweskich rocznie podczas urlopu macierzyńskiego. Dlatego jeśli zarabiasz więcej niż ta kwota resztę twojej pensji może tylko pokryć pracodawca. A to już zależy od tego jak sobie wynegocjowałaś kontrakt. Jeżeli niezostało to wpisane w umowę o pracę najprawdopodobniej wyjdziesz na tym gorzej niż mężczyzna. Mimo możliwości podziału urlopu przeznaczonego na opiekę nad dzieckiem między obojgiem rodziców, to matka i tak w większości przypadków spędza więcej czasu na zwolnieniu i tym samym dostaje mniejsze wynagrodzenie.

Co doradziłabyś zatem nam kobietom?

Zachęcam do odważnego korzystania i walki o egzekwowanie praw, które nam zostały zagwarantowane. Jeśli same nie zaczniemy korzystać z tych praw, które mamy, to tym samym przyzwalamy na to, aby nas gorzej traktowano. A przecież dzieci nie rodzimy tylko dla siebie, ale z korzyścią dla całego społeczeństwa. Dlaczego zatem to właśnie my mamy czuć się z tego powodu gorzej, a ciąża i macierzyństwo ma być czymś dla nas niezręcznym? Pamiętajmy, że zmiana zaczyna się od każdej z nas. Dlatego doradzam, aby korzystać ze swoich praw bez żadnych obaw.


Agnieszka Bakanova -  prawniczka w kancelarii Salomon Johansen AS w Drammen. Ukończyła prawo na Uniwersytecie w Oslo, a podczas studiów pracowała w poradni JURK, Norges nasjonale institusjon for menneskerettigheter (NIM) oraz Utlendingsdirektoratet (UDI). Obecnie zajmuje się między innymi sprawami z zakresu prawa rodzinnego, dot. Barnevernet, dziedziczenia przez dzieci, jak również prawa socjalnego (NAV), imigracyjnym, pracy, lokalowego i karnego oraz spraw dot. dyskryminacji. W Norwegii mieszka od 16 lat.


Przydatne strony internetowe:

•         Salomon - Johansen (Fri rettshjelp w wybranych sprawach jeżeli klient ma niskie zarobki)

•         Likestilling og diskrimineringsombudet (LDO)

•         Likestillings- og diskrimineringsnemnda (LDN)
 

×