Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150 ubezpieczenia w norwegii

Tagi: Norwegia , Oslo , Polonia , sport , piłka nożna , kibice , flaga , patriotyzm , zwycięzca

Wygłodniali fotballowego sukcesu zdominowali strefę kibica w Oslo
Kasia tarnowska

KASIA TARNOWSKA - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2016-06-26 16:37:03 +0200

Oczywiście o nas mowa! Strefa kibica w Oslo na Kontraskjæret przyjmuje praktycznie jedynie biało-czerwone barwy, bo podczas występów innych drużyn jest raczej szarawo. Jednocześnie zdobywamy serca Norwegów osieroconych w tych mistrzostwach. Wczoraj podczas meczu Polski ze Szwajcarią w 1/8 finału Mistrzostw Europy coś footbalowego obudziło się we mnie. Pokochałam na nowo piłkę nożną przeżywając szalone sportowe święto z Polakami w strefie kibica. A kiedyś piłkę naprawdę kochałam, a potem trochę ją znienawidziłam. Reprezentuję pokolenie footballowej traumy.

Pierwszy turniej piłkarski, jaki w swoim życiu pamiętam, to ten podczas Igrzysk w Barcelonie w 1992 roku. Polacy grali w finale z gospodarzami. Skazywani na pożarcie prowadzili do przerwy 1:0. W drugiej części gry stracili dwa gole, zdołali jednak wyrównać. I gdy wydawało się, że będzie dogrywka, w 90 minucie Kiko zapewnił Hiszpanii złoto. Zdobyliśmy srebro, ale pokonani przez nokaut. Ta 90.minuta naznaczyła tak moje doświadczenia jak i doświadczenia kibica mojej generacji – wieloletniej serii mniej lub bardziej dramatycznych upadków, niewielkich wzlotów i małych światełek w tunelu. I życia histrorią - ojciec często wspominający, niby na pocieszenie, sukcesy długowłosych Orłów Górskiego. Ale mnie to zawsze denerwowało, bo my-młodzi chcieliśmy mieć swoich własnych bohaterów, a talenty olimpijczyków Juskowiaka czy Kowalczyka nie przeniosły się na sukcesy seniorskiej reprezentacji. Były przebłyski w postaci legendarnej bramki Citki na Wembley , ale w meczu... oczywiście przegranym. Na pocieszenie zaserwowaliśmy sobie „Citkomanię”, bo potrzebowaliśmy świeżych bohaterów – nawet spraw beznadziejnych. Stracone pokolenie dla piłki – w takim klimacie dorastaliśmy my 30-letni.

Mimo że większośc kieszonkowego wydawałam na magazyny piłkarskie i na bilety na krakowskie mecze, to wciąż byłam dziewczynką, więc przy tych porażkach płakałam jak bóbr. Do tego jeszcze oliwy do ognia dodawali nie mniej utalentowani i podobnie nieudolni siatkarze, których oglądało się niby na pocieszenie po piłkarzach nożnych. Ogólnopiłkarska trauma! Jako nastolatka chodziłam w tajemnicy przed rodzicami na mecze. Potem ojciec kupił Canal Plus i uzależniłam się od śledzenia piłkarskich statystyk z naszego podwórka i Europy. Marzyłam, żeby zostać dziennikarzem sportowym, a najlepiej komentatorem, a nawet dumnie: komentatorką! Wybrałam specjalizację sportową na studiach dziennikarskich, by popracować blisko rok w TV Kraków i odczuć przesyt piłki nożnej. Pytałam doświadczonych redaktorów: a gdzie inne sporty?! Potem zaczęłam pochłaniać artykuły o korupcji w piłce na każdym szczeblu, niemoralnych zarobkach piłkarzy, współczesnych niewolnikach budujących stadiony, lansujących się żonach piłkarzy, ksenofobii wśród kibiców... Postanowiłam bojkotować tę przegniłą piłkę – jest tyle innych, pięknych dyscyplin! Ale jednak to nie to samo, co football...

Kiedy znajdę się w strefie kibica podczas meczów Polaków i rozglądnę wokół siebie i wsłucham, to naprawdę nie mogę sobie wyobrazić, co może się dziać w podobnych zonach w kraju – to szaleństwo musi być podniesione przynajmniej do potęgi piątej! Oslo jest pełne Polaków, ale na codzień nie jesteśmy szczególnie widoczni – zarówno ze względu na naszą zbliżoną do norweskiej „fizyczność” jak i brak aktywności czy zorganizowania się jako społeczność. Wszystko to zmienia piłka nożna! Jesteśmy kolorowi, dumni i tworzymy wspólnotę. Na meczach polskiej drużyny w strefie kibica w Oslo nie ma gdzie szpilki wetknąć. Atmosfera dopingu, śpiewów, malowanych twarzy, flag biało-czerwonych tradycyjnych i tych tworzomych z białych i czerwonych kartek trzymanych w ręku przez kibiców. Innymi słowy, tam jest taki tumult, jak na małym stadionie. Jakiś pan wymyślil cwany biznes i na rozkładanym stoliku przed wejściem sprzedaje szaliki Polski, wczoraj ktoś wyraźnie zarobił na lichych koszulkach „9 Lewandowski” i super, bo zyskał na tym każdy na swój sposób, a najbardziej ogólny obraz Polaka. 

Wczoraj oglądałam w tym samym miejscu mecz Portugalii z Chorwacją – ludzi było może i nawet więcej, bo godzina „fotballowego szczytu” – ale atmosfera pikniku: parę koszulek, spiker zmuszony zabawiać smętną widownię konkursami tanecznymi w przerwie meczu. W kolejce po piwo słyszę Norwega przekonującego kolege, że wybrał zły mecz, bo mecz Polski chociaż był w godzinie „plażowej”, to atmosfera w strefie kibica była „helt syk”!

„Mieli kilkudziesięciometrową flagę, robili falę, śpiewali przez pół meczu, szaleństwo!” – relacjonował.

A wiem, że i Portugalczyków i Chorwatów jest w Oslo wielu, ale to my mamy głód sukcesu, który od dziesiątek lat nie został zaspokojony. Większość z obecnych po raz pierwszy w życiu przeżywała mecz, w którym Polacy rzeczywiście grali o wielkie "coś" i gryźli trawę, i doprowadzili do dreszczowca, i jakby tego było mało go wygrali! Ciężko opisać uczucie, które przeżyłam po raz pierwszy wczoraj – gdy moja drużyna narodowa strzela serię "karnych" o życie – ale po co opisywać, skoro każdy z Was tego wczoraj doświadczył!

Moja hipoteza jest też taka, że nie tylko sukcesu jesteśmy głodni, ale i jedności. Fotball łagodzi to, co w narodzie zniszczyli politycy. Chce się zacytować Grzegorza Ciechowskiego w piosence „Nie pytaj o Polskę”: „To nie karnawał, ale tańczyć chcę”.

Ciężko nie kochać footballu, gdy football tak kocha Polskę!

PS. Wracając jeszcze do srebrnej drużyny z Barcelony i jej zmarnowanego potencjału... Może nie do końca, bo jeden z jej zawodników pośrednio sprawił, że losy polskiego footballu ostatnio toczą się tak, a nie inaczej. Mowa o Jerzym Brzęczku – wujku Kuby Błaszczykowskiego – który po ogromnej rodzinnej tragedii, jakiej doświadczył 11-letni chlopiec, zdopingował malca, by ten nie rezygnował z piłki. Teraz Jakub jest gigantem mojego pokolenia.

728x90 stat ubezpueczenia w norwegii
×