Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

N26 card neobank norway norwegia

Tagi: Norwegia , Polska , imigranci , Rosja , dzieci , emigracja , wybór , Lotos , język norweski , Birma , fiordy , społeczeństwo , nowe życie

Norwegia - Drugi Dom
Sylwia

SYLWIA SKORSTAD - Trondheim | Norwegia

Opublikowano: 2014-03-26 23:39:12 +0100

Trzy osoby, trzy kraje pochodzenia i trzy historie o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Ten sam nowy dom: Norwegia.


Birma, Polska, Rosja – emigranci przybywają do Norwegii z różnych stron. Wbrew stereotypom ich losy oraz motywy przeprowadzki są różne. W wielu historiach powraca ten sam motyw, czyli troska o zapewnienie dzieciom lepszej przyszłości. Co jednak oznacza termin „lepsza przyszłość” w rozumieniu imigrantów?

Lotos: 8 dni w tygodniu

Nie chce podać swoich prawdziwych danych. Złamał kilka zasad, które w Norwegii obowiązują uchodźców i nie chciałby mieć z tego powodu nieprzyjemności. Zdradzi tyle, że znaczenie jego birmańskiego imienia to lotos.

Ma świadomość, że gdyby opowiedział matce o wszystkim, co spotyka go w Norwegii, kazałaby mu wracać do kraju. I to nawet mimo tego, że tylko poza granicą Birmy, zwanej dzisiaj Myanmar, jest bezpieczny. Nawet mimo tego, że przesyłane przez niego pieniądze są ważną pomocą dla rodziny.

Matka kazałaby mu wracać, gdyby wiedziała, że mieszka w kraju, w którym pozwala się starcom żyć samotnie, zamiast jak nakazuje tradycja, zaopiekować się nimi i zapewnić wygodną starość. Byłaby oburzona tym, że do starszych wolno się zwracać na „ty”, opuszczając należne im formy grzecznościowe. Świat matki Lotosa jest tak inny od norweskiego, jak sam dzień różni się od nocy. Birmański tydzień ma osiem dni, alfabet składa z sylab nie liter, a gest głaskania po głowie uchodzi za szczyt nietaktu, a nie troski. Lotos doskonale to rozumie, bo przecież wyrósł w tamtym świecie, a jednocześnie nie rozumie, bo mieszka w tym. Jakby teraz było dwóch Lotosów, każdy tak samo prawdziwy. A może żaden z nich nie jest?

Tatiana: Do diabła z Petersburgiem!
Raz, dwa, trzy, powtarzajcie za mną – mówi Tatiana do grupki swoich norweskich studentów i uśmiecha się pod nosem.
W Rosji, w swoim kręgu zawodowym była cenionym naukowcem ze stopniem doktora jeden z nauk humanistycznych. Publikowała, uczestniczyła w międzynarodowych konferencjach, prowadziła badania międzykulturowe. W Norwegii na razie wciąż udziela korepetycji z rosyjskiego. Uczy podstaw języka norweskich przedsiębiorców oraz dzieci rosyjsko-norweskich par. I za nic nie wróciłaby na stałe do rodzinnego Petersburga.

Tatiana najpierw studiowała na jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w kraju, czyli założonym jeszcze przez Piotra Wielkiego Petersburskim Uniwersytecie Stanowym. Na liście nazwisk absolwentów są między innymi: Gogol, Łomonosow, Mendelejew, a także Lenin, Miedwiediew i Putin. Potem pracowała na Uniwersytecie Europejskim, osławionej uczelni, którą w 2008 roku czasowo zamknięto decyzją sądu rejonowego. Oficjalnie za naruszenie przepisów przeciwpożarowych, a w ocenie niezależnych komentatorów jako karę i ostrzeżenie dla uczelni za zorganizowanie współfinansowanego przez UE kursu monitorowania wyborów.

Dla Tatiany ta decyzja władz była kroplą, która przelała czarę goryczy.
Do diabła z Petersburgiem! – powiedziała do męża. – Zabierajmy się stąd!
Aneta: Amor vincit omnia

Norwegia jest dla romantyków. Tak twierdzi Aneta, która uważa się za romantyczkę. Nad fiordami odnajduje klimaty, które współgrają z jej naturą. Spokój. Ciszę potrzebną do pracy i przemyśleń. Krajobrazy pobudzające twórczość. Wielobarwne środowisko inspirujące dyskusje. I miłość.

Aneta studiowała w Krakowie artystyczny kierunek, gdy poznała pochodzącego z Norwegii studenta medycyny. Zaimponował jej dojrzałością i optymizmem, jakimś wewnętrznym spokojem, który nakazuje mu wierzyć, że z każdej sytuacji można znaleźć wyjście. I jeszcze umiejętnością gotowania. Facet, który z taką samą swobodą piecze ciasta, jak jeździ na nartach? Marzenie!

Kiedy narzeczony Anity skończył polską uczelnię, zapragnął wrócić do domu, nad fiordy. Postanowiła pojechać z nim z przekonaniem, że miłość zwycięża wszystko. Miała stracha, ale też niepohamowaną ciekawość nowego kraju i mieszkających tam ludzi.

Lotos: nad fiordem

Lotos urodził się w rolniczo-pasterskiej rodzinie w górach Birmy. Dzieciństwo wspomina jako biedne, ale szczęśliwe. Dzięki pieniądzom wuja mógł się kształcić, jako jedyny z rodziny dostał się na Uniwersytet Taunggyi, gdzie przez dwa lata studiował zarządzanie. Potem zaostrzył się klimat polityczny, jego wuj stał się osobą niemile widzianą w kraju i wraz z bliskimi musiał uciekać do Tajlandii. Lotos za namową rodziny pojechał dalej. Jakiś czas tułał się po Europie, w końcu udało mu się uzyskać azyl polityczny w Norwegii. Został objęty programem dla uchodźców i zaczął zupełnie nowe życie.

Pierwszym zadaniem Lotosa jako uchodźcy było nauczyć się języka norweskiego. Przyznaje, że szło mu to opornie. Głównie dlatego, że znalazł pracę na czarno. Powinien całą uwagę poświęcić na naukę, ale jak tłumaczy, nie mógł tego zrobić. Przez lata tułaczki nie zrobił nic dla rodziny czekającej w Azji na jego pomoc. Przy pierwszej okazji podjął więc pracę w kuchni, a norweski studiował tylko w nielicznych wolnych chwilach.

Kręcił się w kółko przez wiele miesięcy. Popełnił trochę głupot. Na przykład to, że chcąc się przypodobać szefowi, próbował się na siłę zintegrować. Częstował jedzeniem, jak nakazuje tradycja jego ojczyzny, kraju, w którym czasem zamiast „dzień dobry” używa się czasem zwrotu „czy dziś jadłeś?”, oferował przysługi. Dopiero z czasem przekonał się, że tylko ośmiesza się w oczach kolegów.

W końcu zaparł się, znalazł legalną pracę, która zmusiła go do codziennego praktykowania języka. Teraz już z górki.

Tatiana: en, to tre

Mąż Tatiany jest inżynierem elektronikiem, szybko znalazł ofertę pracy w Norwegii. Wraz z dwiema córkami w wieku szkolnym małżonkowie przenieśli się do Trøndelag.
Dziewczynki są dzielne – mówi Tatiana. – Chłoną język norweski szybciej niż ja, nie trzeba im do tego podręczników, tylko przyjaciół. Wiele razy uczyłam się z ich książek, gdy wspólnie odrabiałyśmy lekcje. Tak właśnie wygląda życie emigranta, wszystko od początku, cała nauka raz jeszcze, powracamy do poziomu „en, to, tre”. Im wyżej się było przed przyjazdem, tym trudniej znaleźć w sobie pokorę i zgodę na ten etap.
Kurs norweskiego, nowi znajomi, poszukiwanie pracy. To niełatwe, przyznaje Tatiana, ale jednocześnie ma przekonanie, że tak właśnie trzeba. Oby dalej od Putina, klimatu, w którym polityka wdziera się w prywatność i osacza. Oby dalej od głupoty i jedynych słusznych prawd. Oby dalej od biedy i bylejakości. Jako pracownik naukowy uniwersytetu Tatiana zarabiała grosze i miała przygnębiające poczucie, że nijak nie może poprawić swojej pozycji ekonomicznej. Nawet profesura dałaby jej zaledwie kilka tysięcy rubli więcej. A Norwegia? Norwegia to wolność, perspektywy, lepsza przyszłość.

Lotos: samotność w tłumie

Lotos ma mieszane uczucia, kiedy ktoś zaprasza go na urodziny, czy choćby kawę na mieście. Z jednej strony bardzo chce być częścią jakiejś grupy, z drugiej wie, że w żadnej nie będzie czuł się swobodnie. Widok szczęśliwej rodziny przygnębia go i sprawia, że jego wynajęta z pomocą gminy kawalerka zdaje się jeszcze bardziej ciasna niż zwykle.

Birmańczyk urodzony w stronach, w których wychował się Lotos, nie może wybrać sobie partnerki ot tak. Co prawda rodzice nie aranżują młodym małżeństw, ale każdego członka społeczności obejmują surowe zasady określające, z kim można wejść w związek małżeński. Jego partnerka będzie musiała pochodzić z konkretnej części kraju, rodziny o odpowiedniej pozycji i bez koneksji z tymi, których uważa się za niegodnych. Gdyby Lotos wziął sobie za żonę Norweżkę, zawiódłby swoją rodzinę. Aby jednak poślubić krajankę i przywieźć ją do Norwegii, co jest jego marzeniem, musi być w stanie ją utrzymać. Dlatego ciężko pracuje jako taksówkarz, rzadko pozwala sobie na spotkania ze znajomymi. I marzy.
Za rok, może dwa kupię małe mieszkanie. Gdy już będę mógł uzapewnić rodzinie utrzymanie, ożenię się w Birmie i przywiozę żonę tutaj. Naszym dzieciom opowiemy ze szczegółami o własnym dzieciństwie dopiero za wiele lat. Nie chcę, by wiedziały, że my jako dzieci ledwie potrafiliśmy pisać i nie posiadaliśmy nawet pary butów. I wolę, by chowały się tu, w kraju, w którym szanuje się pracę. W Norwegii taksówkarz jest poważany, ma uniform, ubezpieczenie, dobre zarobki. W Birmie, choć pracuje tak samo ciężko, jest nikim. Chcę, by moje dzieci były kimś, bez względu na zawód, jaki wybiorą.
Aneta: A my ciągle budujemy

Aneta zamieszkała wraz ze świeżo upieczonym mężem w Norwegii. Po okresie bezskutecznego poszukiwania pracy w zawodzie, zdecydowała się podjąć studia na norweskiej uczelni. Plan pozornie mało racjonalny, przynajmniej w ocenie jej polskiej rodziny. Bo jak to, po latach edukacji w Polsce, znowu to samo w Norwegii? To nie lepiej znaleźć cokolwiek i tak jak wielu migrantów zacząć zarabiać?
Podoba mi się, że Norwegowie studiują w każdym wieku i nikt tu nie ma kompleksów – mówi Aneta. – Dokształcają się babcie i panowie po 30-tce. To kompetencje i sprawność językowa są kluczem do znalezienia pracy, która zapewni stabilizację finansową i spokojną emeryturę. Na prawdziwą niezależność trzeba sobie zapracować.
Anecie trudno jest wyjaśnić rodzicom, że jej kolejne studia to najlepsza inwestycja. Dla pokolenia jej taty w znalezieniu pracy liczą się głównie znajomości. A ona chce stanąć na własnych nogach i dlatego teraz pozwala, by przez czas studiów wspierał ją finansowo mąż. Brak niezależności ekonomicznej jest przykrym doświadczeniem, jednak Aneta zaciska zęby. Nie chce, by jej dzieci wierzyły, że pozycja w życiu zależy od przynależności do odpowiednich kręgów. To dlatego, gdy jej mąż pyta, czy chciałaby wrócić do Polski, ona odpowiada:

- Jasne, na wakacje.

Sylwia Skorstad | POLMEDIA (reporter@nportal.no

Copyright © 2014 N PRESS | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
728x90 stat ubezpueczenia w norwegii
×