Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150 ubezpieczenia w norwegii

Tagi: Norwegia , Skandynawia , Oslo , UE , EU , Unia Europejska , Pokojowa Nagroda Nobla , wolność , De Volkskrant , pokój , sprawiedliwość

Pokojowa Nagroda Nobla: walka o pokój wciąż trwa
Mister icon

REDAKCJA NPORTAL.no - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2012-12-08 04:47:14 +0100

W stolicy Norwegii w Oslo dziesiątego grudnia Unia Europejska zostanie wyróżniona za tworzenie przez sześćdziesiąt lat struktur politycznych pozwalających unikać konfliktów. Ale jej dorobek może zostać zaprzepaszczony za sprawą obecnego kryzysu oraz rozczarowania, które mu towarzyszy, ostrzega historyk Dirk-Jan van Baar na łamach holenderskiego dziennika De Volkskrant.


W naszym regionie świata nigdy nie możemy być pewni nastania „wiecznego pokoju”. Projekt jego budowania przez UE będziemy mogli uznać za sukces dopiero wówczas, gdy w następnych stu latach nie dojdzie do wojny. Samo w sobie otrzymanie Pokojowej Nagrody Nobla w 2012 r. to kuszenie bogów. Można w tym wyróżnieniu dostrzec pierwszy głos w dyskusji, która będzie nam towarzyszyć w związku z obchodami rocznicy „big-bangu XX wieku” (czyli I wojny światowej). Jeśli to właśnie brał pod uwagę Komitet Noblowski, to wszystkich nas wyprzedził.

Wszystkie uroczystości są dobrą okazją do tego, aby doprowadzić do debaty o Europie, której kredo „nigdy więcej ”, zdaniem niektórych krytycznie do niej nastawionych obserwatorów, stało się puste i wytarte. Gdy ma się choćby niewielkie pojęcie o historii Europy, tego rodzaju poglądy mogą nam się wydać zaskakujące. Co nie znaczy, że UE jest nieodzowna do utrzymania pokoju w Europie. Mamy prawo w to wątpić. Nie przypadkiem tak pacyfistyczne kraje jak Norwegia czy Szwajcaria pozostają poza strukturami UE, a Europa, niepotrafiąca zapewnić samej sobie bezpieczeństwa, spogląda w kierunku Stanów Zjednoczonych.

Idea, że jakaś obca potęga może życzyć źle Europie, nie jest jedynie czystym urojeniem. Dzisiejsza Rosja nie jest już co prawda tym, czym była kiedyś – imperium zła, ale pod rządami Władimira Putina stara się odzyskać swój honor, wywierając presję na najbliższych sąsiadów: Białoruś, Gruzję i Ukrainę – na państwa, które należały niegdyś – podobnie jak kraje bałtyckie –obecnie członkowie UE – do Związku Radzieckiego.

Wywoływanie wilka z lasu

Czy wierzycie, że Tallinn, Ryga i Wilno nie są już narażone na rosyjskie zakusy? W zachodniej Europie nikt już takich kwestii nie rozważa, ale my w Europie Wschodniej, jesteśmy bardziej ostrożni. Ale może nie warto, dla świętego spokoju,  wywoływać wilka z lasu? Taka jest mniej więcej „strategia” Europy wobec wszystkich niebezpieczeństw czyhających  na nią z zewnątrz.

Tego rodzaju stosunek może nam się wydawać bardziej cyniczny niż  jest w rzeczywistości. Ktokolwiek myśli, że Europa powinna być w stanie odeprzeć każde płynące z zewnątrz zagrożenie sugeruje istnienie linii demarkacyjnej, która tak naprawdę w rzeczywistości nie istnieje. Zewnętrzne granice Europy, przede wszystkim na Wschodzie, zostały świadomie rozmyte.

„Żelazna kurtyna”, która podczas zimnej wojny dawała bardzo wyraźny obraz świata, już nie istnieje i UE, gdy rozciągnęła swoje granice na Wschód, stała się elementem stabilizującym, wypełniając powstałą niebezpieczną pustkę władzy. Poszerzenie UE na Wschód jest w dalszym ciągu otwarte, ale Bosfor, z „proislamskim” rządem w Ankarze, to naprawdę o jeden most za daleko.

Oddalające się Wyspy

W tym czasie widzimy po stronie zachodniej Brytyjczyków, samotnych obrońców naszych wolności demokratycznych w 1940 r., nabierających coraz większego dystansu do UE. Ma to oczywiście poważne konsekwencje dla polityki zewnętrznej oraz dla polityki wspólnej obrony Europy. Bez Brytyjczyków, którzy razem z Francuzami dysponują prawem weta w ONZ, ta polityka nie ma żadnych szans na powodzenie.

Bruksela ma z kolei tendencję do traktowania oddalania się Brytyjczyków jako rzecz normalną, zmęczona ich sceptycyzmem wobec Europy. Ale gdyby Londyn  oficjalnie wystąpił z Unii, cała nadzieja, że pewnego dnia Europa stanie na własnych nogach, prysłaby jak bańka mydlana, podczas gdy jak dotąd to właśnie ta nadzieja zachwycała Amerykanów. Stany Zjednoczone nie mają zamiaru po wieczne czasy bronić bezpieczeństwa w Europie, zwłaszcza że Europejczycy chcieliby, aby robili to za darmo.

Poza granicami Europy znajdują się strefy objęte konfliktami, z którymi Europa utrzymuje więzi od zawsze. Dziwne, że rozpad imperiów kolonialnych i brudne wojny, które im towarzyszyły, nie miały negatywnych reperkusji na integrację europejską, która rozpoczęła się w tym samym czasie co one. Bierze się to, moim zdaniem, z unikalnego charakteru dążeń europejskich – budowania pokoju, który to, począwszy od lat 50., był całkowicie skupiony na wewnętrznej ugodzie i pozwolił powierzyć nowym siłom wschodzącym imperia kolonialne popadające w chaos.

Powrót do protekcjonizmu?

Europejska Wspólnota Węgla i Stali, utworzona w 1951r., była projektem przywracania pokoju skierowanym do wewnątrz, oddającym pod administrację europejską ciężki przemysł Niemiec i Francji. Było to niezwykle błyskotliwe i zbudowało podstawy historycznego pojednania. Ten „praktyczny pacyfizm”, zrodzony z potrzeby i szczęśliwego przypadku, przyjął z konieczności postawę unikania konfliktów ze światem zewnętrznym oraz nieskutecznego postępu technokratycznego wewnątrz.

Co możemy odnaleźć w naszych relacjach z narodowymi państwami opiekuńczymi oraz w naszej dumie z modelu europejskiego. Do tej kwestii również staramy się podchodzić pokojowo, odkładając  na później problemy czy też definiując nieustannie aspekty techniczne. Upolitycznienie wyzwoliłoby zbyt wiele emocji.Europa wydaje się istnieć tylko wówczas, gdy się modernizuje, integruje i oczyszcza.

Na to nam wskazuje kryzys euro, który podsyca waśnie wśród członków, a przecież euro powinno je wyeliminować, i zmusza UE do kroków w stronę  jednej wielkiej niewiadomej. A to osłabia projekt pokoju europejskiego. Jeśli euro upadnie, staniemy się świadkami powrotu do „każdy u siebie” oraz do protekcjonizmu lat 30. Możemy na przykład wyobrazić sobie, że Hiszpania, której integracja z Europą była przecież sukcesem, wpadnie znów w pułapkę wojny domowej wywołanej konfliktami regionalnymi, które tak naprawdę przecież nigdy całkowicie nie obumarły.

Niezadowolenie ma jednak o wiele głębsze korzenie. Protestancka część Europy skarży się na wady części katolickiej, tak jakby chciała, aby powróciły dni reformy. Nie wierzmy, że pokój w Europie wynika sam z siebie, ponieważ młodzież interesuje się dziś jedynie podróżami czarterami i iPhonem oraz że wojna już się nie opłaca. Ten ostatni punkt widzenia był bardzo popularny również sto lat temu. I tak naprawdę to jest to całkiem logiczne, że Komitet Noblowski honoruje UE właśnie teraz. W Skandynawii potrafi się docenić polityczną poprawność, nawet jeśli może ona wywołać kilka głosów sprzeciwu.

nPortal Press | POLMEDIA (reporter@nportal.no

Copyright © 2012 nPortal Press | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

×