Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Lm ubezpieczenie samochodu w norwegii 1000x150 localmarket.no jpg.

Tagi: Norwegia , Polonia , Polityka , polacy w Norwegii , Witold Gombrowicz , emigracja , Kacper Szulecki

„Polonia nie musi stać na baczność” – rozmowa z politologiem Kacprem Szuleckim
Sylwia 3

SYLWIA SKORSTAD - Trondheim | Norwegia

Opublikowano: 2018-02-10 11:10:33 +0100

Big kacper szulecki
Kacper Szulecki/Foto: archiwum prywatne

Kacper Szulecki, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych na Uniwersytecie w Oslo, w rozmowie z Nportal.no o nowelizacji ustawy o IPN, polskiej emigracji oraz o tym, czy polska diaspora powinna się angażować w bieżącą politykę. 

Sylwia Skorstad: Wyjaśnij proszę, co polski politolog robi w Norwegii.

Kacper Szulecki: Chciałbym powiedzieć, że przyjechałem tu, bo zawsze kochałem fiordy, zimę i brązowy ser, ale powody były bardziej prozaiczne. Instytut Nauk Politycznych na Uniwersytecie w Oslo zaproponował mi kilkuletni kontrakt. Nie jest to moja pierwsza przygoda z Norwegią, jako student byłem tu przez rok na wymianie. Wiedziałem więc gdzie jadę, bo chodzi o ten sam instytut, tylko dziś drzwi gabinetu oglądam z drugiej strony.

S. Skorstad: Czym się obecnie zajmujesz?

K. Szulecki: Polityką europejską, głównie polityką energetyczną i ochroną środowiska. Prowadzę też zajęcia z metod badawczych oraz o nacjonalizmie i polityce etnicznej. Na zajęciach omawiamy i Norwegię i Polskę, ale to akurat nie ja prowadzę te wykłady. Tak czy inaczej, studenci najwięcej dowiadują się o Norwegii oraz Polsce. Dla Norwegów to na pewno odkrywcze, dla studentów zagranicznych chyba niespodziewane.

S. Skorstad: Jak to, że mieszkasz w Oslo wpływa na twoje postrzeganie polskiej rzeczywistości?

K. Szulecki: Na pewno dzięki mieszkaniu za granicą człowiek nabiera dystansu, patrzy na rzeczy z zewnątrz, dzięki czemu ma szerszy punkt widzenia (ale też mniej szczegółowy, o czym warto pamiętać, kiedy przychodzi nam ochota pouczać kogoś w kraju). Nie jest przypadkiem, że wiele spośród najciekawszych książek o dawniejszej czy współczesnej historii Polski napisali cudzoziemcy, np.: Timothy Garton Ash, Padraic Kenney, Marci Shore, Norman Davies czy David Ost.

Nie mieszkam w Polsce już od dwunastu lat, ale w międzyczasie mieszkałem, dłużej lub krócej, w siedmiu krajach. To daje nie tylko dystans, ale i możliwość porównywania. Uświadamia, że pewne rzeczy, które Polakom czy Norwegom wydają się naturalne, niezmienne, dane – często są tak naprawdę sztuczne.

S. Skorstad: Czy szersza perspektywa ułatwia, czy utrudnia życie?

K. Szulecki: Bywa źródłem frustracji. Fajnie by było zlepić kraj idealny z najlepszych rzeczy w tych wszystkich miejscach. Ponieważ to niemożliwe, to człowiek ciągle się irytuje, że gdzieś tam coś tam jest o wiele lepsze. Muszę przyznać, że mieszkanie w Norwegii uświadamia mi, jak bardzo nie umiemy w Polsce ze sobą rozmawiać – na każdym poziomie, od kolejki w sklepie po parlament. A także to, jak brakuje nam zaufania i wzajemnej życzliwości.

S. Skorstad: Kilka dni temu marszałek Senatu Stanisław Karczewski zapowiedział napisanie do Polonii listu poświęconego sytuacji wokół nowelizacji ustawy o IPN. Jak byś mu na taki apel odpowiedział?

K. Szulecki: Pomysł jest zabawny i to z kilku powodów. Po pierwsze, opiera się na założeniu, że rząd ma rację, a jedyne, czego nie może zrobić, to swojej racji wytłumaczyć innym społeczeństwom – więc jeśli znajdzie odpowiednich „tłumaczy” to problem sam się rozwiąże. Kłopot w tym, że rząd nie ma racji, a ta nowelizacja jest źle napisana, głupio pomyślana i niepotrzebna, żadne tłumaczenie tego nie zmieni.

Druga rzecz, to założenie, że kiedy mówi polski rząd, to ma monopol na wypowiadanie polskiej racji stanu, interesu narodowego – a wtedyhej, kto Polak, na bagnety– wszyscy z orzełkiem na paszporcie w kraju i za granicą muszą się zjednoczyć pod ich przewodem. Ba, można powiedzieć, że zwłaszcza ci za granicą! Pracując od wielu lat w różnych krajach nieraz już słyszałem podobne nawoływania, także z ust przedstawicieli poprzednich rządów, bo w Polsce jest jakieś dziwne przeświadczenie, że możemy sobie skakać do gardeł w kraju, ale za granicą kłócić się nie wolno, wszyscy mamy mówić jednym głosem i jest to głos aktualnej władzy. To kompletna bzdura. Wizji Polski jest wiele, moja wizja tego czym Polska była, jest i jaka być powinna nie musi się w ogóle stykać z wizją marszałka Karczewskiego, więc choćby groził mi narodową ekskomuniką nie będę pomagał mu gasić pożaru, który jego partia, na własne życzenie, wznieciła.

Cała ta sytuacja przypomina mi jedną z najważniejszych polskich powieści, a na pewno najważniejszą powieść o polskiej emigracji – Trans-Atlantyk” Gombrowicza. Okoliczności są całe szczęście mniej dramatyczne, ale tam też wszystko zaczyna się od dramatycznego wezwania – tu i teraz, rzucaj wszystko i ratuj Polskę. Gombrowicz na to: nie, dziękuję, postoję, mam już dosyć ratowania za was Polski, naważyliście piwa to teraz pijcie, ja mam swoje życie i nie będę go poświęcał w imię idei, którą ktoś inny zawłaszcza.

S. Skorstad: Czy twoim zdaniem Polonia powinna się w ogóle angażować w polityczne sprawy polskie? Ktoś powie że mieszkamy tutaj, tu płacimy podatki, moglibyśmy już dać sobie spokój.

K. Szulecki: Ale przecież my nie potrafimy inaczej! Polska emigracja, która nie jest nakierowana na kraj? Coś takiego właściwie nie istnieje. Polacy są na czwartym miejscu jeśli chodzi o całkowitą liczbę emigrantów po Chińczykach, Niemcach i Włochach a przed Irlandczykami oraz Rosjanami. To znaczy, że odkąd w ogóle istnieje świadomość polskiej wspólnoty narodowej, czyli mniej więcej od przełomu XVIII i XIX wieku, to ta wspólnota emigruje. Niemal każdy ma w rodzinie takie doświadczenie, np. mój pradziadek pojechał po I wojnie do fabryki w Detroit, moi rodzice jeździli w latach 80. do Francji itp. Wiele z kluczowych fal emigracji to była emigracja polityczna, jak na przykład Wielka Emigracja w XIX wieku, emigracja powojenna, emigracja po 1968, post-Solidarnościowa itd. I zawsze standardową postawą Polaka-emigranta było i jest myślenie o Polsce. Ciągle.

S. Skorstad: Nie da się przestać?

K. Szulecki:  Wygląda na to, że nie. Zdzierasz podeszwy na paryskim bruku – i dumasz o Polsce. Idziesz do zoo, widzisz słonia i myślisz – „słoń, a prawa Polska”. To jest dość wyjątkowa przypadłość Polaków, mam tu w Instytucie kolegów, np. z Rumunii i oni nie chodzą i nie trują Norwegom o swoim kraju, choć tam się teraz dzieją wielkie rzeczy, a ja tak. Brytyjski historyk E.P. Thompson był zafascynowany „Solidarnością” zauważył jednak, że Polacy są jakby genetycznie pozbawieni zmysłu internacjonalizmu – że nie umieją patrzeć na świat inaczej niż przez pryzmat polskich spraw. Może to jest efekt tego naszego mesjanizmu, wydaje nam się, że Polska jest niewiarygodnie ważna, jest niemal pępkiem świata. Jak człowiek pomieszka trochę w Azji czy w Ameryce Południowej to się z tego Polsko-centryzmu trochę leczy, ale nie z przywiązania do spraw polskich.

Polskość jest chorobą – przewlekłą, nieuleczalną i w dodatku dziedziczną. Wróćmy do Gombrowicza. Co robi Gombrowicz odwróciwszy się na pięcie od statku odpływającego by służyć Polsce? Ano, idzie szukać rodaków. Gombrowicz był całe życie obrażony na Polskę, a jednocześnie chorował na tę polskość do śmierci. Z tym się nie wygra. Patrzę z niedowierzaniem i nawet podziwem na to, jak np. Filipińczycy czy Etiopczycy potrafią się zintegrować w Norwegii, rzucić się w to i być docelowo – jak w tytule programu NRK – 99% Norwegami. Mam wrażenie, że w przypadku Polaków to jest niewykonalne, nasze podejście do tożsamości jest inaczej skonstruowane. My na słowo „integracja” mamy inne polskie słowo, mianowicie „wynarodowienie” – i to jest oczywiście słowo potwornie nacechowane, od Greenpointu po Drammen nikt nie chce być o to oskarżony.

S. Skorstad: Niedawno w Oslo wziąłeś udział w debacie na temat kierunku, w jakim zmierza Polska. Czy twoim zdaniem organizowanie takich spotkań dla środowisk polonijnych ma sens?

K. Szulecki: Tak, bo jest okazja, żeby się spotkać i pogadać, można „poknuć” i „pokonspirować”, co też jest ważne w skrypcie Polaków-emigrantów. Dzisiejsza emigracja różni się od dawnej tym, że często jest tymczasowa, albo tylko jedną nogą. Wielu z nas pewnie wróci do Polski – na weekend, za miesiąc, czy za pięć lat. Potem może wrócą do Norwegii, a może pojadą gdzie indziej. Stopień mobilności i płynności, o czym świetnie pisał, trochę z autopsji, Zygmunt Bauman – jest czymś nowym.

S. Skorstad: A propos Polaków-emigrantów i ich potrzeb: zauważyłeś, jak w ciągu ostatnich dwóch lat zmieniła się strona polskiej ambasady w Oslo oraz witryny innych polskich placówek dyplomatycznych na świecie? Informacje polonijne wypierane są przez komunikaty polityczne. Jak to odbierasz?

K. Szulecki: Rzeczywiście, strona stała się natarczywa i nikt nie próbuje nawet ukryć, że ambasady są teraz tubami do rozprzestrzeniania rządowej linii. Szkoda, bo bardziej by się przydały jako centra kultury i integracji Polonii. Mnie najbardziej rzuca się w oczy nowe motto polskiej dyplomacji. Do niedawna brzmiało ono Polsce służyć, Europę tworzyć, świat rozumieć.” Dziś jest tam zupełnie inny przekaz – Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej”. To znów jest to przywoływanie do porządku, takie ciągłe „baczność!”. Strasznie pompatyczne i domagające się bezdyskusyjnego posłuszeństwa dla Ojczyzny, a konkretnie Rzeczypospolitej – czyli państwa – a jeszcze konkretniej, jej władz. Smutne, bo poprzednie hasło było naprawdę celne i było dewizą dyplomacji, która dąży do czegoś i ma wizję. Dziś możemy tylko ironizować, że motto trzeba było zmienić, bo polskie MSZ świata nie rozumie, Europy tworzyć nie chce, a Polsce – raczej szkodzi.

S. Skorstad: Na koniec rzućmy okiem w przyszłość. Czy twoim zdaniem Polacy w Norwegii stworzą kiedyś grupę zdolną do wywierania nacisku politycznego?

K. Szulecki: Powiedzmy sobie szczerze, norweskie regulacje nie sprzyjają tworzeniu politycznie aktywnych diaspor. Dopóki istnieje zakaz posiadania podwójnego obywatelstwa, ciężko będzie o szerokie zaangażowanie Polaków w norweskiej polityce, bo wymaga ono rezygnacji z polskiego obywatelstwa, na co nie wszyscy się zdecydują. Jednak w interesie norweskiego państwa jest dużo bardziej aktywne niż teraz wsłuchanie się w głos polskiej imigracji, bo to jest po prostu za duża i zbyt ważna grupa, żeby ją ignorować. Dotychczas mam wrażenie, że Norwegowie szli po linii najmniejszego oporu – Polacy są użyteczni, płacą podatki, a jak nie płacą, to dostarczają na tyle ważnych dla społeczeństwa usług, że lepiej nie naciskać. Taka imigracja Ryanair – przyleciała tanimi liniami i sama jest dość niskokosztowa. Tu ktoś powie, że przecież jest sprawa zasiłków na dzieci i tym podobnych świadczeń, ale jednak myślę, że norweskie państwo podchodzi do imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej bardzo budżetowo. Działacze polonijni mogliby tu coś zmienić, po to aby integracja – na przyzwoitym poziomie – przebiegała sprawniej i przede wszystkim, żeby Polacy lepiej zrozumieli Norwegię, bo z tym wciąż jest problem.

Kacper Szulecki, doktor nauk społecznych, pracuje w Instytucie Nauk Politycznych na Uniwersytecie w Oslo, jest też członkiem redakcji „Kultury Liberalnej”, której nakładem ukazała się redagowana przez niego książka „Pękające granice, rosnące mury. Kryzys europejskiego porządku”.

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Local market refinansowanie 728x90
×