Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150 norwegia

Tagi: Norwegia , multikulturalizm , małżeństwa , Nigeria

Wyobrażałam to sobie inaczej... Czyli uroki małżeństw mieszanych
Milena bozka

MILENA BOZKA - Kopenhaga | Dania

Opublikowano: 2017-01-28 23:20:17 +0100

Big couple 1246304 640
(Foto: Pixabay)

Każdy czeka na miłość. Każdy - nawet jeśli się nie przyznaje - szuka miłości. Każdy chce kochać i być kochanym. Ale pragnienie miłości to jedno, a małżeńskie realia to już co innego - zwłaszcza w rodzinie, w której na porządku dziennym zderzają się dwie różne kultury.

Miłość odnajdzie cię wszędzie...

Jakieś jedenaście lat temu, kiedy jeszcze słynny Jarmark Europa w Warszawie tętnił swoim niepowtarzalnym rytmem, Marta poznała Boba, emigranta z Nigerii.

– Chciał mi i mojej koleżance zwyczajnie wcisnąć jakieś buty. Tak długo tam staliśmy, że w końcu zaproponował nam kawę. Dlaczego z nim się umówiłyśmy? Chyba zwyczajnie z ciekawości, bo przecież nie na co dzień w Polsce spotykasz Nigeryjczyka  – opowiada Marta.

– Zakochałaś się od pierwszego wejrzenia? – pytam.

– O nie! –  zaprzecza Marta, po czym wyjaśnia – Nawet nie przyszło mi to do głowy. Wydawał mi się ciekawy i tyle. Postrzegałam go raczej jako “egzotycznego” kolegę, a nie materiał na męża. Dopiero później, sama nie wiem jak, ale coś zaiskrzyło między nami.

 

Długo i szczęśliwie?

Szybko się pobrali. Rodzice Marty pokochali Boba jak własnego syna. Jednak Polska... Czasem zmusza do emigracji. Pojechali zatem razem szukać szczęścia w Anglii. Kiedy i tam nie było dla nich pracy, Bob zaczął rozglądać się za czymś inny. Znajomi pomogli. Pojechał do Norwegii. Marta dołączyła do niego po kilku miesiącach wraz z ich nowo narodzoną córeczką Natalią.

– Im dłużej jestem w Norwegii tym bardziej ciągnie mnie do domu, do Polski. Ale to nie jest takie proste. Mimo że w Polsce rzeczywiście mam do kogo wrócić, to jednak nie mam do czego. Chodzi mi o pracę. W Norwegii można finansowo odnaleźć się szybciej i łatwiej niż w Polsce. Tego jestem pewna… Tutaj mam swoje życie, rodzinę i przyjaciół, ale jakoś tęsknię za Polską. Czegoś mi tutaj brakuje... Żyjemy tutaj razem, ale nie jesteśmy szczęśliwi. To znaczy ja i Bob nie jesteśmy szczęśliwi – wyznaje Marta z jakimś smutkiem w głosie.

– Dlaczego? – dopytuję.

– Wyobrażałam sobie, że moje małżeństwo będzie wyglądało inaczej. Wiedziałam, że związanie się z obcokrajowcem to swego rodzaju ryzyko. Wiedziałam, że mamy różne poglądy na pewne tematy, ale wiesz… Zakładałam kompromis, ale oni nie bardzo chcą iść na kompromis.

–  Oni? Czyli kto?

– Afrykanie, Nigeryjczycy...Nie chce stawiać ich w złym świetle, ale według mnie oni nie wiedzą co to jest kompromis. Z nimi nie da się dyskutować, bo i tak zrobią, to co uważają za słuszne. Ale oczywiście, to są tylko moje i moich koleżanek doświadczenia. Wiemy przecież, że ludzie są różni. Wiesz... – zamilkła, jakby się zawahała. Po chwili rzuciła wprost – Wiesz, od jakiegoś czasu jesteśmy z mężem w separacji.

 

Nie chodzi tu jedzenie…

No to o co?

–  Ludziom się wydaje, że małżeństwo z Nigeryjczykiem, to tylko inna kuchnia, wycieczki do Afryki i jakieś powierzchowne tradycje...A w tym chodzi o coś bardziej złożonego – odpowiada Marta na pytanie o różnice.

– O co w takim razie chodzi?

– O fakt, jak Afrykańczycy traktują swoje żony. A dokładniej, o ich afrykańską wizję, jak powinna zachowywać się “dobra” żona. Innymi słowy, co według nich mogą a czego nie powinny kobiety. W takim małżeństwie nie ma mowy o równym podziale domowych obowiązków, tak jak to ma miejsce w Europie. Żona jest tą, która za to w całości odpowiada, nawet jeśli pracuje na cały etat zawodowo. Siłą rzeczy sytuacja, w której Polaka traktowana jest "po nigeryjsku", prowadzi do wielu sporów i kłótni. My nie jesteśmy przyzwyczajone do takiego podejścia – wyjaśnia.

– Nie szanują kobiet? – staram się zrozumieć, czy to kwestia szacunku.

– Na swój sposób szanują kobiety. Moim zadaniem jest to raczej taka ich własna kulturowa wizja kobiety.

– To jak sobie z tym radziłaś?

– Nie radziłam i dlatego jesteśmy w separacji  – podsumowuje.

 

Miłość

Na pytanie, o to czy Nigeryjczycy są wylewni w uczuciach:

– Wiele razy pytałam męża: “A kochasz ty mnie jeszcze?”. On odpowiadał: “Raz ci powiedziałem, że cię kocham. Jak się coś zmieni, to ci dam znać”– Marta opowiada anegdotę. – Proste, raz mi powiedział i nie ma potrzeby się powtarzać – dodaje żartobliwie.

 

Ojciec i córka

Bob jest autorytetem dla Natalii.

– Powiedziałabym, że ona jest nim zafascynowana i nawet stara się go kopiować. Widzę, że im Natalia jest starsza, tym ma lepszy kontakt z ojcem i rodziną w Afryce. Cieszy mnie to, bo chciałabym bardzo, aby moje dziecko wiedziało, gdzie są jego korzenie –  Marta przyznaje dumnie.

– Mówiłaś, że Nigeryjczyk nie przykłada ręki do wychowania dziecka –  pytam, trochę przekornie.

– No nie przykłada, a zwłaszcza kiedy jest małe. Generalnie wszystko jest na głowie matki. My, Polki wychowujemy te nasze dzieci z tych mieszanych związków. Więcej, nigeryjskie podejście jest takie, że dziecko się kara jeśli robi coś źle, ale nikt go nie “nagradza” za dobre zachowanie. W Polsce raczej, kiedy rodzice widzą, że dziecko robi coś dobrze, to starają się je nakręcać dalej, aby nadal się tak zachowywało. Natomiast w nigeryjskim ujęciu jest to coś, co nie wymaga zbytnej uwagi. Dopiero kiedy dziecko psoci, to wtedy trzeba mu trochę przykręcić śrubę –  podkreśla.

 

Nie ma tego złego…

...co by na dobre nie wyszło.

Mimo wielu różnic i nieporozumień Marta widzi także pozytywne strony.

– Czasami życie wali ci kłody pod nogi, a oni potrafią obrócić to w żart i znaleźć receptę na wszystko. Optymiści i realiści zarazem. Żaden Nigeryjczyk nie zakłada z góry, że mu coś nie wyjdzie. Wszystko musi pójść po jego myśli. Oczywiście nie po trupach do celu. Liczy się wytrwałość i zdeterminowanie. Krok po kroku dążą do tego, aby zrealizować postanowienie. W sumie, to dzięki niemu stałam się niepoprawną optymistką – opowiada.  – Boże, Nigeryjczycy to bardzo pogodni i pozytywni ludzie! –  podsumowuje. 

Uroki małżeństw...

Ale czy na pewno tylko mieszanych?

 

 

 

 

 

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Baner 720x90 ver3
×