Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Nportal pod u ny podatek 1

Tagi: Polska , Polonia , Polityka , Polish Diaspora , ludzie , historia , Solidarność , kultura , konferencja , Norwegowie , bohater , obywatele

Solidarność w czasach pop - i post-kultury
Kasia tarnowska

KASIA TARNOWSKA - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2017-01-11 14:59:43 +0100

Big img 5362 aaaaaaaa
Twórcy SN-P na tle busa, którym szmuglowano części do maszyn drukujących, ulotki, samizdaty i nieocenzurowane książki.

13. grudnia 2016 roku miała miejsce we Wrocławiu konferencja pt. "Pamiętajmy o Polsce. Solidarność norwesko-polska". Konferencja została połączona z kilkudniową serią wydarzeń kulturalnych oraz wystawą poświęconą działalności organizacji Solidaritet Norge-Polen. Organizacja ta została założona w kwietniu 1981 roku przez grupę zaangażowanych w ideę Solidarności norweskich związkowców. W jej skład weszło ponad 200 organizacji związkowych, a należało do niej 100 tys. osób zrzeszonych w kilkudziesięciu oddziałach rozsianych po całej Norwegii. 

Członkowie SN-P przemycali między innymi nieocenzurowane ksiązki, ulotki, maszyny do pisania, a także dokonywali „adopcji” więźniów politycznych wedle prostej zasady: kierowcy pomagali kierowcom, nauczyciele nauczycielom itd. Norwegowie wysyłali też paczki dla potrzebujących, a szczególną opieką otoczono rodziny internowanych i uwięzionych. Działania związkowców solidarnie wspierały norweskie media, ludzie kultury i wielu zwykłych Norwegów protestujących czy to pod polską ambasadą czy przy granicy norwesko-radzieckiej. W całej Norwegii organizowano koncerty, wystawy i spotkania, podczas których prowadzono zbiórki pieniędzy i nagłaśniano sytuację w Polsce. Solidarność norwesko-polska działała nieprzerwanie przez całą dekadę lat 80. XX wieku.

Wielu z bohaterów tamtych lat miałam zaszczyt spotkać podczas wspomnianej konferencji, na której zostałam poproszona o zabranie głosu jako przedstawicielka nowej fali polskiej emigracji do Norwegii. Moje nieco skrócone przemówienie – mój subiektywny i osobisty obraz młodej polskiej emigracji – pozwoliłam sobie tutaj opublikować. Do niej jest też odwołaniem tytuł tego artykułu!

***

Do Norwegii, by popracować po raz pierwszy pojechałam latem 2011 roku. Popracować, a nie pracować. Popracować to słowo jak najbardziej tu właściwe, bo zakłada tymczasowość. Miałam przecież stałą pracę zgodną z moim politologicznym i dziennikarskim wykształceniem w największym polskim portalu internetowym. Wzięłam bezpłatny urlop. Mój status w CV prezentował się naprawdę nieźle. Gorzej było jednak z tym majątkowym z nim związanym. W dwa tygodnie w Norwegii imając się różnych prac fizycznych zarobiłam tyle, ile pisząc teksty pod nieustanną presją na mojej umowie zlecenie zarabiałam w 5 miesięcy. Za te pieniądze kupiłam sobie mój pierwszy samochód – czarnego Peugeota 205 kabrio. Dlaczego mówie o marce i kolorze samochodu? Bowiem jakiś czas temu natrafiłam na zdjęcie pokazujące księcia Haakona w dniu jego 18-urodzin z prezentem od Francuzów – czarnym Peugeotem 205. Ja mojego „dostałam” dokladnie 20 lat pozniej i nie od Francuzów, a od Norwegów. Poniekąd. Mam go nadal, o co raczej nie podejrzewam księcia.

Na stałe do Norwegii (do Oslo) przeprowadziłam się w 2012 roku. Było pięknie i symbolicznie, bo był to pierwszy dzień wiosny! Nie mogę powiedzieć, że przeszłam ścieżkę typową dla „przeciętnego” polskiego emigranta. Szczęśliwym zrządzeniem losu nie zaczynałam ani od przysłowiowego zmywaka, ani od intensywnego kursu norweskiego. Tego języka zaczęłam się uczyć z czystej ciekawości parę lat wcześniej w Krakowie. Pracę biurową w branży naftowej dostałam właściwie od razu. Parę lat potem podzieliłam natomiast los wielu Norwegów, gdyż straciłam ją w konsekwencji kryzysu na tym rynku. W mojej pracy zetknęłam się ze sporą grupą świetnie wykształconych, odnoszących sukcesy zawodowe Polaków. W większości posiadali niestety jeszcze jedną cechę wspólną: bagatelizowanie potrzeby głębszej integracji z Norwegami. Najbardziej w oczy kłuł brak znajomości i zainteresowania nauką języka. Mówili: przeżyjemy w Norwegii i to dobrze po angielsku...

Zdaję sobie sprawę z tego, że dziś emigracja ma charakter bardziej przejściowy i mobilny (jak nie Anglia, to Niemcy itp.). Emigrację traktuje się zatem bardziej instrumentalnie niż romantycznie, jak to zapewne miało miejsce w latach 70. czy 80., kiedy nowe państwo dawało emigrantowi pojmowane dosłownie schronienie i bezpieczństwo. Tworzyła się więź, przywiązanie i stałość relacji - swoisty wtórny patriotyzm.

Dziś nie jesteśmy zmuszani do podejmowania decyzji emigracyjnych na całe życie. Jesteśmy bezgranicznie wolni, ale przez to bardziej cyniczni.  Niestety dzisiejsza Polonia nosi póki co miano najmniej zintegrowanej mniejszości narodowej w Norwegii. Znam oczywiście dziesiątki przykładów indywidualnych sukcesów przedsiębiorczych i utalentowanych Polaków. Niestety nie dostrzegam, żebyśmy osiągneli sukces jako grupa. Dodam: jeszcze! Jak go definiuje? Obecnością Polaków we władzach samorządowych, partiach politycznych, wywieraniem realnego wpływu jako grupa na kwestie społeczne i polityczne, a przynajmniej żywego zainteresowania nimi. Słabo nam niestety też idzie integrowanie się i organizowanie w swoim własnym gronie. Owszem, większość moich znajomych na fb pochwaliła się obecnością na koncercie Lady Pank w Oslo, są polskie potańcówki, kiedy indziej niektórzy nawołują mnie do organizowania sie przeciwko działalności Barnevernet. Niemniej, pytam co z kulturą wyższą i organizowaniem się pozytywnym, a nie przeciwko czemuś i komuś - w czym genetycznie my Polacy jesteśmy mistrzami? Pojawiają się ciekawe inicjatywy i wydarzenia jak np. konkurs Wybitny Polak w Norwegii, Festiwał Filmu Polskiego czy Finał WOŚP w Oslo. Norwegowie cenią nas za fachowość, rzetelność, ale to tylko opinie o tym jak pracujemy, a nie jacy jesteśmy jako grupa społeczna i część norweskiego społeczeństwa. Potwierdza to opinię o przedsiębiorczości Polaków w Norwegii. Otwierają firmy transportowe, kancelarie prawne, biura architektoniczne, salony fryzjerskie, studia tatuażu  – pełne spektrum społeczne! Nadal jednak nie zaistnieliśmy tym trwale w świadomości Norwegów.

Nadal w reakcji na to, że jestem Polką najczęściej słyszę wymawiane z równie uroczym trudem, co uśmiechem: „Lech Walesa”. Sława, która ma tyle lat co ja, bo 33. Cieszy, ale osobę z pokolenia 30-latków też nieco irytuje. Chcielibyśmy mieć też swoje marki, swoje symbole. Wałęsa też jest oczywiście nasz, ale chodzi o symbole nasze w sensie ludzi i sukcesów mojego pokolenia. Chcielibyśmy je mieć, ale jednocześnie nie robimy wystarczająco wiele, by je wykreować. Pokolenie względnego dobrobytu, względnej stabilizacji politycznej i bezwzględnego bezpieczeństwa zagwarantowanego przez międzynarodowe sojusze. Pokolenie nie pamiętające wojny i Europy powojennej. Pokolenie radykalizujące się w konsekwencji niepokojącego znudzenia spokojem demokracji i solidarnej Europy. Pokolenie romansujące z nacjonalistycznymi ideologiami. Niesolidarne. Taka jest też tendencja wśrod młodych Polaków w kraju i na emigracji. Tych już spaczonych nacjonalizmem emigracja będąca zderzeniem z multikulturowoscia niestety tylko bardziej radykalizuje. Największym wrogiem staje się Muzułmanin i lewak. Śmiesznym jest dla nich państwo promujące multikulturowość i otwartość, choć to to samo państwo, które przyjęło jako obcych także i ich!

Niecałe dwa tygodnie po tym, jak przyjechałam do Norwegii nastał 3.maja i oczywiście święto konstytucji. Dzień wcześniej próbowałam zadzwonić do Ambasady, ale okazało się, że z najtańszą kartą telefoniczną nie mogę dzwonić na numery stacjonarne. Poszłam zatem do Ambasady osobiście. Podekscytowana i pełna chęci celebrowowania święta narodowego po raz pierwszy na obczyźnie, zapytałam o program obchodów. Dowiedziałam się, że takowego nie ma, bowiem nie ma też żadnych oficjalnych obchodów. Odeszłam rozczarowana podwójnie, bo 3.maja obchodze też urodziny. W listopadzie podjęłam kolejną próbę i wykonałam telefon (już mogłam dzwonić!), by usłyszeć to samo. Już nigdy potem nie próbowałam wprowadzać w zakłopotanie Ambasady. Zrozumiałam, że życie patriotyczne na emigracji każdy sam i wspólnie z innymi musi sobie organizować. Nia ma co spoglądać błagalnym wzrokiem na instytucje rządowe. Z resztą najwyraźniej niewiele się można spodziewać po Ambasadzie, która od ponad pół roku funkcjonuje bez ambasadora – tak jak ta w Oslo. Na usta banalnie ciśnie się cytat z Kennedyego: „Nie pytaj ile państwo może zrobić dla ciebie...”

Już nigdy o to zatem państwa nie zapytałam. Poznałam natomiast grupę osób, z którymi, wraz z nastaniem w Polsce stanu nadzwyczajnego - stanu łamania Konstytucji, zaczęliśmy to państwo oprotestowywać. Tak właśnie, zaczęliśmy protestować początkowo spontanicznie i kameralnie kilkuosobową grupą pod polską Ambasadą w Oslo. Z biegiem czasu zaczęliśmy się skuteczniej i liczniej organizować. Zdecydowaliśmy, że występować będziemy pod szyldem KODu, bo to wydawało nam się wtedy najskuteczniejsze. Komiteen for Forsvar av Demokratiet.

Norwegów chcieliśmy uświadomić odnośnie obecnej sytuacji w Polsce – stopniowego odchodzenia od demokracji – i uruchomić nową falę solidarności z Polską. Siłę tej solidarności po raz pierwszy mocno dało się odczuć podczas dwóch czarnych protestów w Oslo. Każdy z nich zgromadził blisko 200 osób pod Stortinget. Norweżek solidarnych z Polkami. Mężczyzn solidarnych z kobietami. Co ważne, solidarnych niezależnie od partyjnych szyldów – na demonstracji pojawiły się tak feministki jak i przedstawicielki Høyre i wielu innych organizacji. Niemniej moi norwescy współlokatorzy nie rozumieją moich prodemokratycznych i prowolnościowych plakatów (choć są w języku im znanym), dziwnie częstego wychodzenia z domu z flagą narodową (ile raz ci Polacy świętują w roku zdają się myśleć). Bowiem sytuacja w Polsce przerasta ich zdolności poznawcze. Polska – kraj z najgorszą geopolityczną lokalizacją w Europie. Kraj wzlotów i upadków – a dziś żmudnej walki o to, co w innych krajach Zachodu od dawna jest normalnością, konsensusem lub świętością.

Upominanie się o demokrację w kraju ojczystym, gdy przebywa się zagranicą jest już z zasady zadaniem karkołomnym. Nie walczy się o to, co nas dotyczy na codzień, ale o poprawienie sytuacji w kraju, z którego wyjechaliśmy. Niemniej jeśli takie działania byłyby skazane na niepowodzenie, to nie byłoby tu dzisiaj wśród nas na konferencji ludzi Solidarności norwesko-polskiej. Z jednej strony odległość od kraju i pozornie od jego problemów powoduje, że ciężej o zaangażowanie. Zaś z drugiej strony patriotyzm na emigracji zaczyna smakować inaczej – odczuwa się intensywną potrzebę jego demonstrowania. Staje się walką o zachowanie tożsamości. Nie każdy Polak manifestuje go ze smakiem, bo wielu ubiera go w nacjonalistyczne szaty. Polacy w Norwegii generalnie lubią go uzewnętrzniać, choć często w sposób przeze mnie niezrozumiały. Niemniej nie chcę nikomu odbierać prawa do jego wyrażania na własny sposób, o ile jest on pokojowy.

Upominając się o wolność mediów, prawa kobiet i przestrzeganie Konstytucji w Polsce poznałam całkiem inną Polonię. Aktywną społecznie i zatroskaną o dobro ogółu. Wytworzyły się między nami wspaniałe relacje koleżeńskie. Dowód? Latem byłam zmuszona przeprowadzać się aż trzykrotnie. Pomogło mi w tym 6 różnych osób poznanych na demonstracjach. Bo solidarność jest zlepkiem takich małych gestów, które zaczynają być cechą grupy działającej na rzecz wspólnoty niezapominając o jednostce. W takich ludziach, w ludziach solidarnych upatruję szansy dla norweskiej Polonii. Nadziei na jej aktywizację, wzrost jej znaczenia i rozwój intelektualny. Świadomi członkowie norweskiej wspólnoty dumni i silni swoją polską tożsamością narodową. Jednocześnie ubogacający norweskie wielkulturowe społeczeństwo, w nim słyszalni i z nim prawdziwie solidarni.

Kiedy kilkanaście lat temu studiowałam politologię i udzielałam się politycznie wraz z moimi rówieśnikami mieliśmy karkołomne przemyślenia i tęsknoty. Myśleliśmy o sobie: jesteśmy postzwycięskim pokoleniem odcinającym kupony. Ciężko nam było określić nasze wielkie idee, wokół których moglibyśmy się organizować. Oto Polska była od paru lat członkiem NATO, wchodziła do UE, sprawy zdawały się normalizować na wzór zachodnioeuropejski. Łatwiej się organizować przeciwko czemuś niż pozytywnie. Patrzyliśmy z podziwem, ale i zazdrością na pokolenie naszych rodziców – pokolenie czasów kreujących bohaterów. Dziś uważam, że nasze tęsknoty za małą rewolucją i nowym, naszym „Wałęsą” na barykadach były egoistyczne. Oto w roku 2016 usłyszeliśmy od władzy groźne: sprawdzam. Wierzę, że moje pokolenie wyjdzie z tej próby bardziej odpowiedzialne za dobro wspólne i bardziej jego świadome, a przede wszystkim solidarne.

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Danica 720x90  2
×