Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150 norwegia

Tagi: Norwegia , Trondheim , skoki narciarskie , Puchar Świata , Mciej Kot

"Istnieje pewien niedosyt wpisany w mój charakter - najlepsze ciągle przede mną". Rozmowa z polskim skoczkiem Maciejem Kotem
1558564 10154115379143086 6391478507195627035 n

Joanna Czyżewska - Trondheim | Norwegia

Opublikowano: 2016-04-02 23:43:15 +0200

Big maciej kot trondheim nportal.no
Maciej Kot w Trondheim. ( Foto: Joanna Joanna Czyżewska / NPORTAL.no)

 O karierze, skokach i nie tylko z Maciejem Kotem, członkiem kadry polskich skoczków narciarskich, goszczącym  w Trondheim.

Joanna Czyżewska: Witam w Trondheim! Miał Pan już szansę na zwiedzenie miasta?
Maciej Kot.: Miałem okazję przejść się jakąś ładną uliczką, nie wiem nawet czy to było w centrum, ale przypominało Krupówki w Zakopanem i podobało mi się. Nie jest to wielkie miasto i ma swój urok. My skoczkowie dość rzadko przyjeżdżamy do Norwegii.

J.Cz.: Z całej polskiej drużyny wygląda Pan na najbardziej ambitnego, ale też krytycznego wobec samego siebie. Jak to jest – czy częściej czuje Pan zadowolenie z przygotowań i oddanych skoków, czy raczej dążenie do czegoś i poczucie, że to jeszcze nie teraz?
M.K.: Przyznam, że w moim przypadku istnieje pewien niedosyt wpisany w charakter. Mam tak, że zaraz po skoku wkracza intuicja i widzę wówczas, że to i to mogło być lepsze. Nie jest to też takie złe, gdyż powoduje, iż cały czas dążę do bycia lepszym. Mimo to od około roku pracuję nad tym, żeby po prostu odczuwać radość z tego, co robię. Jest to moja strategia kroków, to działa i obecnie praca sprawia mi więcej radości.

J.Cz.: Sven Hannawald pisał w biografii o tym, jak dużo stresu powoduje zawodowe uprawianie skoków. Każdy skok to mimo wszystko poważne ryzyko. Jak Pan sobie radzi z tym elementem swojej pracy? Czy jest Pan osobą skłonną do ryzyka również w życiu prywatnym, czy to nie zawsze idzie w parze?
M.K.: Jasne, że ryzyko w tym zawodzie jest duże. Do tego dochodzi presja ze strony fanów, dziennikarzy i innych. To trochę tak, że dosłownie z dnia na dzień wokół kogoś robi się szum i często nie są oni w stanie sobie z tym poradzić. Dlatego według mnie bardzo ważne jest, aby mieć swoją pasję - coś, co potrafi nas oderwać od tej rzeczywistości. Inaczej psychika "padnie". Nieoceniona jest tu umiejętność odcięcia się i rozgraniczenia wszystkiego. Choć to trudne.

J.Cz.: Wśród norweskich skoczków narciarskich niezwykle istotne jest zgranie zespołu, w Norwegii współpraca i umiejętność pracy w grupie to jedne z najbardziej pożądanych cech. Czy i w polskim zespole jest tak, że prywatnie często rozmawiacie, lubicie się? Czy przyjaźń jest tu w ogóle możliwa?
M.K.: Generalnie nie mam wyjścia (śmiech). Ale tak na poważnie, to skoro zdecydowaną większość roku spędzamy razem na wyjazdach, treningach itp., to naprawdę musimy się nauczyć współistnieć. Czasami może być ciężko wśród samych facetów - nie ma nic, co mogłoby być odskocznią. Musimy uczyć się rozmawiać, ustępować, korzystać z kompromisów. Wiadomo, że niektórzy dogadują się lepiej niż inni, jak wszędzie, stąd często podczas wyjazdów decyzja o tym, kto z kim ma dzielić pokój, jest łatwa. Ogólnie mam szczęście, bo wszyscy są w porządku.

J.Cz.: Skoki są ze względu na swoją widowiskowość bardzo popularną dyscypliną wśród fanów. A jak ten sport wygląda z perspektywy skoczka?
M.K.: Skoki to dyscyplina, w której jest bardzo duża presja na wyniki. Dlatego każdy dzień jest ważny i każdy przynosi nowe wyzwania. Są oczywiście sprawy, którymi trzeba się zająć na co dzień, ale są też plany długoterminowe, raz regeneracja, innym razem trening, jeszcze innym - zawody. Dni wolnych mamy mało - tylko jeden miesiąc wolny, czyli kwiecień. Na pewno decydującym czynnikiem popularności skoków jest tu prestiż. To sport widowiskowy, a co ważniejsze ekskluzywny. W każdej innej dziedzinie, po obejrzanych zawodach widz może wziąć narty, łyżwy czy rower i samemu trenować. W przypadku skoków narciarskich dość o to trudno (śmiech). Ponadto, trzeba tu również przypomnieć, że skoki stały się popularne dzięki Adamowi Małyszowi oraz sukcesom odnoszonym przez inne nacje, np. Norwegów, Niemców, Austriaków.

J.Cz.: Co jest najbardziej satysfakcjonujące w Pańskim zawodzie?
M.K.: Dobre wyniki podczas zawodów. W końcu trenuje się po to, żeby odnosić sukcesy i wówczas jest to najbardziej satysfakcjonujące uczucie. Miło jest także, jeśli jest to docenione przez innych. Wynagradza to wtedy całą energię i ciężką pracę, które w ten sukces się wkłada.

J.Cz.: Co jest najbardziej niewdzięczne i czasochłonne?
M.K.: Tu należałoby głównie wymienić brak czasu prywatnego i obowiązki pozasportowe związane ze skokami, np. sponsorzy. Wyrzeczenia w postaci diety, odnowy itp. również nie ułatwiają sprawy.

J.Cz.: Osobiście doświadczyłam trudności w tym imigranckim życiu, które wybrałam. Czy według Pana sport może być pomocny w integracji, w rozwoju, poznawaniu nowych kultur?
M.K.: Sądzę, że jak najbardziej. Wyzwania są wszędzie. Chodzi o to, aby znaleźć coś, co nas interesuje i na tym się skupić. To wszystko ułatwia. Polscy kibice na zagranicznych, a zwłaszcza norweskich, skoczniach są niesamowici. Tę atmosferę czuje się wszędzie. Takie wydarzenia zbliżają ludzi, mogą być pomocne w integracji.

J.Cz.: Gdzie szczególnie lubi Pan skakać? Co sprawia, że chce się tam wracać?
M.K.: Są skocznie, na których lepiej się skacze (można powiedzieć, że są łatwiejsze) oraz takie z miłymi wspomnieniami. Do tej drugiej kategorii zdecydowanie należy Zakopane. Nawet nie muszę wspominać jak wspaniała jest tam atmosfera podczas konkursów. Natomiast dla mnie osobiście przyjemna jest skocznia w Ramsau w Austrii - jest dobra do trenowania, ale nie odbywają się na niej zawody.

J.Cz.: Chyba znam odpowiedź na to pytanie, ale kto jest dla Pana wzorem, inspiracją, kto pomaga być lepszym w skakaniu?
M.K.: To, co powiem, nie będzie pewnie najbardziej odkrywcze, ale muszę tutaj wymienić Adama Małysza. W końcu to od niego wszystko się w Polsce zaczęło. Pamiętam jeszcze, jak oglądałem go w telewizji zanim sam zacząłem skakać. Potem poznałem go osobiście i byłem z nim w kadrze, zaprzyjaźniliśmy się. Tak, wzór do naśladowania to zdecydowanie dobre określenie (uśmiech).

J.Cz.: Co było dla Pana największym sukcesem w karierze? Zaznaczam, że niekoniecznie musi tu chodzić o miejsce na podium…
M.K.: Jest to raczej kilka rzeczy, nie jedna konkretna. A to po części dlatego, iż nadal jest we mnie nadzieja, że najlepsze ciągle przede mną. Jeszcze nie podsumowuję swojej kariery (śmiech). Medal drużynowy Mistrzostw Świata w Predazzo uważam za sukces. W dużym stopniu nadal czekam na realizację swoich celów. Tyle o skokach. Natomiast zdecydowanie jednym z moich największych osiągnięć było obronienie tytułu magistra z wyróżnieniem.

J.Cz.: W zeszłym sezonie poziom polskiej kadry można było porównać do poziomu norweskiego. W tym roku odnoszę wrażenie, że przepaść między tymi dwiema drużynami jest większa niż kiedykolwiek. Norwegom się sporo w ostatnim sezonie udało, nam, Polakom, dużo mniej. Jaka jest Pańskim zdaniem tego przyczyna?
M.K.: Zgodzę się. To wygląda tak, że po lecie następuje pewien przestój i naprawdę ciężko jest ocenić rywali. Wydaje się wówczas, że wszystko jest OK z naszym poziomem sportowym. A tu przychodzą pierwsze zawody i okazuje się, że skokom, które wydawały się dobre, sporo brakuje. Narasta niepokój, są niepotrzebne ruchy i wszystko się komplikuje. Na początku sezonu widać było największe różnice (dopiero potem reszta, np. Norwegowie, odskoczyła) i tak samo jest teraz, pod koniec. W trakcie sezonu poziom polskiej drużyny wyrównał się, ale było późno, żeby odrabiać stracone punkty. Były także problemy ze sprzętem.

J.Cz.: Czas na pytanie, które z tego, co zauważyłam, jest znienawidzone przez skoczków, zwłaszcza w jeszcze trwającym, aczkolwiek zbliżającym się ku końcowi, sezonie. Zaryzykuję jednak! Jakie ma Pan plany na przyszły sezon i co będzie wtedy najważniejsze?
Maciej Kot: Stawiałbym na Mistrzostwa Świata w Lahti. Ale naprawdę ciężko jest planować, bo istnieje sporo niewiadomych. Być może będą zmiany w sztabie szkoleniowym. Trzeba też "trafić" z formą. Tajemniczo dodam, że cele mogą się zmieniać...

Rozmawiała Joanna Czyżewska I NIC MEDIA (reporter@nportal.no)

Copyright © 2016 N PRESS | NIC MEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Ubezpieczenia w norwegii localmarket.no
×