Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Ubezpieczenia w norwegii localmarket.no2

Tagi: Norwegia , Trondheim , Ravage Rose

Trondheim: muzyka rockowa inaczej. Wywiad z Ravage Rose
1558564 10154115379143086 6391478507195627035 n

Joanna Czyżewska - Trondheim | Norwegia

Opublikowano: 2015-06-01 12:07:32 +0200

Big big big mportal.no joanna czyzewska 1
(Foto: NPORTAL.no)

Ravage Rose pojawili się na muzycznej scenie Trondheim wiosną 2013 roku. Od tamtej pory wydawali single, jeden po drugim, i występowali na żywo w różnych lokalnych klubach. Ich poularność rośnie, a oni sami są otwarci na nową publiczność. Założyciel oraz lider zespolu, Lucky, twierdzi, iż bez względu na to, czy jest się fanem klasycznego rocka, czy lżejszych gatunków muzyki, zawsze jest się mile widzianym i zaproszonym do wzięcia udziału w ich podróży. A przekraczają wiele granic. Zobaczcie sami.

Joanna Czyżewska: Twój zespół, Ravage Rose, istnieje od około dwóch lat. Zabierz nas w podróż w czasie i opowiedz, jak to wszystko się zaczęło?
Halvor «Lucky» Lökketangen: Przez długi czas miałem w głowie pomysł na utworzenie zespołu, ale na południu Norwegii, skąd pochodzę, nie było chętnych do tego przedsięwzięcia. Wtedy przeniosłem się do Trondheim, gdzie jest więcej możliwości rozwoju, poznania różnych muzyków. Miałem wybór pomiędzy Oslo a Trondheim, a to ostatnie wydawało się dobrym miejscem – jest to naprawdę ekscytujące miasto; mieszkam tu już 8 lat. Od przeprowadzki i utworzenia zespołu, członkowie grupy zmieniali się dość czesto. Obecnie jesteśmy naprawdę zadowoleni z tego, jak kształtuje się nasza przyszłość razem.

J.Cz.: Skąd wzięła się nazwa Ravage Rose? Czy to był Twój pomysł?
Lucky: Nazwa grupy miała wiecej wspólnego z zabawą słowami niż z jakimś głębszym znaczeniem. Istnieje duński zespół o nazwie Savage Rose, wiec oczywiście nie było mowy o jej zdublowaniu. Nazwa po angielsku jest także dość oryginalna pod względem gramatycznym. Wydawała nam się ciekawa, więc ją zachowaliśmy.

J. Cz: A co z twoim pseudonimem artystycznym? Skąd on się wziął?
Lucky: To gra słów, nie miało to być brane zbyt poważnie. Jest dość luźno związany z moim nazwiskiem – Løkketangen. Zadziałało, więc pomyślałem “Czemu by tego nie użyć?”. Powiedzmy, że zdecydowałem się skorzystać ze swojej licencji poetyckiej (śmiech).

J. Cz: Jak opisałbyś styl zespolu i czy jest konkretny typ fanów, do których chciałbyś dotrzeć jako artysta? To jest wyjątkowo ważne dla mnie jako imigranta – czy jesteś zainteresowany tylko lokalną widownią rockową czy także np. obcokrajowcami?
Lucky: Jesteśmy zespołem rockowym. Główny wpływ miał na nas rock z lat 80-ych, ale dodaliśmy do tego nasz styl. Chcieliśmy to trochę “podrasować”, niekoniecznie skłaniając się w kierunku cięższego brzmienia, ale po prostu unowoczesnając go. Prawda jest taka, że nasza główna wokalistka, Miriam Labreche, uzupełnia zespół o inny, cieplejszy akcent, ze swoim klasycznym wykształceniem muzycznym oraz soulową i R&B nutą w głosie. Pomimo, iż ja osobiście jestem niezwykle inspirowany melodią, nasz styl jest bardziej oparty na wokalu i jesteśmy szczęściarzami, że mamy Miriam w zespole. Dzięki niej, jeśli na przyklad chcielibyśmy zagrać piosenkę Celine Dion podczas naszego występu akustycznego, spokojnie moglibyśmy to zrobić. Ile innych grup rockowych może poszczycić się tym samym? A jeśli chodzi o publikę, bardzo miło jest usłyszeć, że mamy fanów z wielu stron świata, nie tylko jednorodną grupę. Tutaj w Trondheim istnieje wiele metalowych i rockowych zespołów, a więc wyjście poza te ramy jest dla nas bardzo korzystne. W dodatku Miriam, ze swoim stylem i osobowością, pomaga nam w zdobyciu szerszej widowni. Obcokrajowcy niezwykle szybko i fajnie reagują na lokalne wpływy i to mnie bardzo cieszy. Sam się z nimi utożsamiam, gdyż jestem jedynym członkiem zespołu, który nie pochodzi z Trondheim. Oczywiście zachęcamy wszystkich do słuchania naszej muzyki i sprawia nam to niesamowitą frajdę, kiedy ludzie z różnych środowisk przychodzą oglądać nas na żywo.

J. Cz: Co i kto jest Twoim głównym źródłem inspiracji?
Lucky: Muzyka jest oczywiście zawsze na pierwszym miejscu, ale - i to może zabrzmieć dość śmiesznie - największą inspirację znajduję w tym, jak prowadzone są zespoły. Zgłębiam modele biznesowe, trenuję praktyczne podejście i załatwiam rzeczy techniczne. Zespoły takie jak Triosphere czy Keep of Kalessin, oba oryginalnie z Trondheim, są dla mnie w tym sensie ważnym źródłem inspiracji. Jako założyciel i lider grupy muzycznej, sam także pełnię rolę menadżera, więc muszę być naprawdę przedsiębiorczo nastawiony oraz przejmować inicjatywę i sprawować kontrolę nad biegiem zdarzeń. Zawsze jest ktoś, kto musi wziąć na siebie odpowiedzialność, a jeśli odda się jej za dużo zbyt wielu ludziom, w zamian dostaje się chaos.

J. Cz: Jakie aspekty tego, co robisz, są najlepsze, najbardziej wynagradzające?
Lucky: Możesz wierzyć lub nie, ale to jest dość trudne pytanie (śmiech). Wbrew powszechnej opinii, to jest naprawdę ciężka branża, gdzie praktyczne aspekty bardzo często przeważają nad pasją do tego, co się robi. Trzeba uważać, żeby nie pozwolić im zawładnąć sobą całkowicie. Oczywiście, tworzenie muzyki jest najlepsze w tym, co robię, zmaganie się z muzyką, produkcja, praca z zespołem. I występowanie na żywo, zdecydowanie! To jest wspaniałe uczucie, ponieważ mamy szansę zobaczyć rezultaty naszej ciężkiej pracy. Naprawdę nie można tego porównać z niczym innym, kiedy wystawiasz się na widok i ocenę innych, a ludzie odpowiadają pozytywnie. Dobra publiczność jest nieoceniona!

J. Cz: Jakie są największe wyzwania, przed którymi stanąłeś w tej branży? Co Tobie osobiście sprawiło najwięcej trudności?
Lucky: Największym wyzwaniem jest to, że w Norwegii nie ma zbyt dużej bazy fanów, po prostu dlatego, iż nie ma tu dużej ilości ludzi. Oprócz tego, nasza muzyka odbiega od tego, czego ludzie tutaj są przyzwyczajeni słuchać. My jednak udowodniliśmy, że niekoniecznie trzeba być w jednej kategorii z resztą innych artystów... i jesteśmy dumni z tego kim i gdzie jesteśmy!

J. Cz: Jaki czynnik jest według Ciebie najważniejszy, żeby odnieść skuces w branży muzycznej?
Lucky: Powiedziałbym, że bycie oryginalnym; "podzielny" to moje ulubione słowo w tym kontekście. Mam przez to na myśli, że ludzie nie tylko klikają "lubię to" na Facebooku, ale naprawdę śledzą zespół. Właśnie to pozwala muzykom odnieść prawdziwy sukces. Jeśli chodzi o inne czynniki pomagające wybić się w branży muzycznej, to pieniądze nie przeszkadzają... (śmiech).

J. Cz: Graliście na żywo już wiele razy. Czy macie ulubione miejsce koncertowania?
Lucky: Występ, który naprawdę zapadł mi w pamięć, to ten w Studentersamfundet w Trondheim. Graliśmy tam około rok temu i według mnie był to nasz najlepszy koncert. Mówię tak głównie z tego powodu, że wszystko było wcześniej super przygotowane i sprzęt był naprawdę dobrej jakości pod względem dźwięku itd. Występowanie tam było świetną zabawą i przyjemnością, i mamy nadzieję, że uda nam się to powtórzyć.

J. Cz:  To “muzyczne życie” musi mieć także swoje ciemne strony. Jakie jest Twoje źródło siły, kiedy nie wszystko się układa?
Lucky: Myślę, że to fakt, iż mam to wszystko gdzieś (śmiech). Wiem, że może to zabrzmieć trochę wyrachowanie, ale naprawdę sądzę, że takie zdystansowane podejście jest zdrowe. Tak długo, jak wiem, że zrobiliśmy co do nas należy dobrze i daliśmy z siebie wszystko, jest OK. Nie mam w zwyczaju rozpamiętywać niepowodzeń czy skupiać się na przeszkodach, raczej staram się wymyślać rozwiązania i uczyć się na przyszłość z tego, co poszło nie tak. To właśnie ta wewnętrzna siła i dojrzałość niejednokrotnie mi pomagały.

J. Cz: Jakie są Twoje cele na przyszlość?
Lucky: Wydawanie większej ilości singli na pewno jest na szczycie naszej listy priorytetów. Chcielibyśmy być gotowi z każdym następnym utworem w przeciągu tygodni. Nie ma czasu do stracenia, nie chcemy, żeby ten process trwał latami. Kolejnym celem jest rozszerzenie naszego wpływu i dotarcie do widowni także poza granicami Norwegii. Naszym marzeniem byłoby osiagnąć to na jesieni bieżącego roku. Byłoby świetnie mieć fanów w innych krajach, np. w Niemczech czy w całej Skandynawii. Ponadto, jesteśmy jak najbardziej chętni do połączenia sił z innymi artystami i współpracy z nimi. Jesteśmy otwarci na różne sugestie i propozycje, a jak pokazała historia, wiele dobrego może przyjść z takich połączonych wysiłków.

J. Cz: Mam nadzieję, że w gronie waszych fanów znajdą się rówież miłośnicy rocka z Polski. Powodzenia w realizacji marzeń!

Rozmawiała Joanna Czyżewska | POLMEDIA (reporter@nportal.no)

Copyright © 2015 N PRESS | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Ubezpieczenia w norwegii localmarket.no
×