Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Ubezpieczenia w norwegii localmarket.no2

Tagi: Norwegia , nauka , dziecko , rodzina , szkoła , emigracja , polsk , mørsmålslærer , nauka norweskiego , polskie dziecie w Norwegii , Marcedes

Polskie Dzieci Na Emigracji w Norwegii. Parę Kwestii Do Przemyślenia
Marta maryon tomczyk

MARTA TOMCZYK MARYON - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2015-02-02 02:28:15 +0100

Big big polske barna i norge skole nportal.no 1
(Foto: POLMEDIA)

Panuje powszechnie przekonanie, że dzieci szybko uczą się języka obcego. Otóż niekoniecznie. Jest znacząca różnica między uczęszczaniem dwa razy w tygodniu na zajęcia angielskiego w Polsce, a uczeniem się codziennie przez kilka godzin norweskiego. W tym pierwszym przypadku możemy mówić o miłym i pożytecznym spędzaniu czasu, w tym drugim o ciężkiej i stresującej pracy, skoro jej efektem ma być niemal natychmiastowe funkcjonowanie w norweskiej szkole.


Justyna Kotowiecka poruszała ostatnio ważny aspekt emigracji, a mianowicie problem rozłączonych rodzin i polskich dzieci wychowujących się bez ojców w artykule "My dzieci bez ojców".


Chciałabym pogłębić ten temat i napisać o „drugiej stronie medalu”, czyli o polskich dzieciach emigrujących do Norwegii z rodzicami. Interesuje mnie szczególnie ich pierwszy etap emigracji oraz problemy, z którymi spotykają się po przyjeździe do nowego kraju.

Parę trudnych pytań

Dzieci najczęściej przyjeżdżają z mamą do taty, który od jakiegoś czasu (od roku do kilku lat) pracuje w tym kraju, ma mniej lub bardziej stałą pracę i mieszkanie (najczęściej wynajmowane). Oczywistą korzyścią tej sytuacji jest to, że dzieci przebywają z obydwojgiem rodziców, zyskując tym samym poczucie bezpieczeństwa. Jednak zyskując jeden rodzaj poczucia bezpieczeństwa, tracą inny.

Moje doświadczenie pracy z polskimi dziećmi w norweskich szkołach, nasunęło mi kilka ważnych pytań i wątpliwości: jak naprawdę radzą sobie polskie dzieci na emigracji? Jakie konsekwencje ma dla nich wyjazd z Polski? Co oznacza dla małych Polaków opuszczenie kraju rodzinnego? Co zyskują, a co tracą?

Mam wątpliwości, czy rodzicie podejmując decyzję o emigracji, biorą pod uwagę dobro swoich dzieci. Czy traktują je poważnie? Ilu z nich zapytało swoje dzieci (szczególnie starsze) czy mają ochotę wyjechać z Polski?

Nie oskarżam rodziców o brak miłości lub bezduszność, nie wątpię, że kochają swoje dzieci. Jednak, ponieważ miłość nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem… uważam, że niektórzy rodzice bywają nierozsądni. Niewykluczone jednak, że słowo rozsądek powinnam zastąpić słowem NIEŚWIADOMOŚĆ.

Ilu z rodziców przed przyjazdem do Norwegii ma rozeznanie, jak wyglądają norweskie przedszkola i szkoły? Ilu potrafi odpowiedzieć na pytania: jak funkcjonuje norweski system edukacji? Czym różni się od polskiego? Na co może liczyć polskie dziecko w norweskiej szkole? A na co liczyć nie może?

Wiele osób może powiedzieć, że dobro dziecka, to zapewnienie mu przede wszystkim środków do życia. I jeśli w Polsce ktoś cierpi z powodu braku pracy, biedy, to musi szukać swojej szansy np. w Norwegii. I w takim przypadku myśli się przede wszystkim o sprawach podstawowych, bytowych: wyjechać, znaleźć pracę, zacząć normalnie żyć. Nie analizuje się zbyt głęboko różnic kulturowych. Proste i oczywiste.

CZYTAJ TAKŻE: Polskie Dziecko w Norweskiej Szkole. Część 1

Sęk w tym, że są jednak różne powody polskiej emigracji. Część osób wyjeżdża z Polski, aby zarobić na chleb, część, aby kupić (przysłowiowego) "Mercedesa" i drugi dom.

W czasie mojej pracy w szkole poznałam sporo dzieci i ich rodziców. I dlatego mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że przeważająca większość Polaków przyjechała tu zarobić na mercedesa, a nie na chleb.

A jeśli typowi polscy rodzice przyjechali tu z takich powodów, to znaczy to, że równie dobrze mogliby nie przyjeżdżać. Pewnie sporo osób się oburzy i powie, że mercedes jest również potrzebny do życia, i że czasy są dzisiaj inne, i że człowiek powinien żyć godnie, to znaczy wygodnie i luksusowo. Zasadniczo rozumiem ten tok rozumowania, i nie żałuję nikomu mercedesa (ani nawet dwóch, jeśli taka chęć), ale czy "Mercedes" jest ważniejszy niż dziecko?

Mam nadzieję, że podniosłam tym ostatnim zdaniem ciśnienie rodziców czytających ten tekst. Mam nadzieję, bo przy wyższym ciśnieniu lepiej pracuje mózg. A mnie właśnie o zachętę do myślenia chodzi. Moim celem nie jest zniechęcanie kogokolwiek do emigrowania z dziećmi do Norwegii. Chciałabym jedynie podsunąć parę myśli, i refleksji, które mogą być pomocne w świadomym podjęciu decyzji o emigracji z dzieckiem. Świadomość oznacza w tym przypadku zdanie sobie sprawy z tego, z jakimi problemami spotkają się polskie dzieci i ich rodzice po przyjeździe do Norwegii.

Norweska szkoła, norweska klasa, innføringsgruppa, mørsmålslærer

Norweski system edukacji nakłada na rodziców obowiązek kształcenia dzieci. Podobnie jak w Polsce dzieci muszą chodzić do szkoły do 16 roku życia. Oznacza to, że dziecko po przyjeździe do Norwegii pójdzie od razu do norweskiej szkoły. Ponieważ polscy rodzice często przyjeżdżają z dziećmi w ostatniej chwili, czyli często zaraz po wakacjach, albo wręcz po rozpoczęciu roku szkolnego (niektórzy nie wiedzą, że rok szkolny w Norwegii zaczyna się w około 15 sierpnia), dzieci trafiają „z biegu” do norweskiej szkoły, często zaledwie kilka dni po przeprowadzce do Norwegii.

W Norwegii nie ma polskich szkół działających na pełnych prawach. Kilka istniejących tu tzw. polskich szkół ma charakter szkół uzupełniających. Prowadzą one kształcenie dodatkowe (wieczorami lub w weekendy), uczą języka polskiego, historii, geografii i religii. Wykonują ważną pracę i są niezwykle potrzebne, jednak nie są „regularnymi” szkołami. Wszyscy polscy uczniowie tych szkół uczęszczają oprócz tego do szkół norweskich.

Kiedy polskie dziecko trafia do szkoły norweskiej, zostaje automatycznie uczniem w norweskiej klasie. Otrzymuje norweskie książki, ma norweskich kolegów.  Jeśli ma szczęście, dostanie wsparcie nauczyciela języka ojczystego, który nazywa się mørsmålslærer. Wszystko zależy jednak od gminy, w której znajduje się szkoła. To właśnie gmina asygnuje pieniądze na pensje dla takiego nauczyciela, więc od jej hojności zależy jaka pomoc się znajdzie. A ta może być bardzo dobra, dobra, dostateczna, i żadna. Niemal jak oceny w szkole.

W najlepszym przypadku dziecko trafi do szkoły, w której znajduje się innføringsgruppa, czyli grupa dzieci obcojęzycznych. Częstą praktyką jest, że gmina wybiera sobie szkołę lub szkoły (np. jedną podstawową i jedno gimnazjum), w których tworzy takie grupy. W tym przypadku dzieci z całej gminy chodzą do wytypowanych szkół.  Dzieciaki pracują wtedy z mørsmålslærer, ucząc się głównie języka norweskiego. Na niektórych przedmiotach są jednak z norweską klasą. Na początku są to lekcje wychowania fizycznego, zajęć plastycznych, muzyki. Później w miarę upływu czasu, nauczyciel opiekujący się dzieckiem, decyduje o stopniowym wprowadzaniu go na inne lekcje, np. angielskiego i matematyki. Jeśli jest taka możliwość, mørsmålslærer może być z dzieckiem w norweskiej klasie na niektórych przedmiotach.

CZYTAJ TAKŻE: Wielojęzyczność w Różnorodnej Norwegii. Polski w Modzie

Intensywna nauka języka i pomoc nauczyciela w języku ojczystym jest ograniczona czasowo. Choć zapisy w norweskim prawie dają możliwość zaoferowania jej do dwóch lat, w praktyce wynosi ona od sześciu miesięcy do roku. Po tym czasie dziecko jest już zdane tylko na siebie w norweskiej klasie.

Jeśli chodziło do szkoły, gdzie była innføringsgruppa, będzie musiało  (po paru miesiącach lub roku) zmienić szkołę na inną i trafi do rejonowej szkoły, czyli tej, która jest najbliżej jego miejsca zamieszkania. Nie jest to korzystne ani z punktu widzenia edukacji, integracji, jak i względów psychologicznych.

Wielką zaletą szkoły norweskiej jest to, że każde dziecko otrzymuje książki i zeszyty za darmo. Może także liczyć na darmową kartę autobusową. To znacząca pomoc dla rodziców, która zaoszczędza kilka tysięcy koron rocznie.

Czy to prawda, że dzieci szybko uczą się języka norweskiego?

Obciążenie polskich dzieci w norweskiej szkole jest ogromne. Wynika ono z wielu obowiązków szkolnych i konieczności wejścia w zupełnie nową rzeczywistość. Norweska szkoła funkcjonuje nieco inaczej niż polska, inne są zasady i zwyczaje. Różnice kulturowe, które dla niektórych dzieci mogą być prawdziwym zderzeniem kulturowym powodują wiele trudności w pierwszym okresie emigracji. I o ile dla dorosłych wejście w nową kulturę dokonuje się stopniowo i powoli (co wynika np. z braku pracy i tym samym ograniczonym przebywaniu wśród Norwegów), o tyle dla dziecka, które przebywa przez 7-8 godzin dziennie w norweskiej szkole, dzieje się to w tempie przyśpieszonym. O różnicach kulturowych napiszę jednak w innym tekście, bo tu chciałabym się skupić na sprawach bardziej zasadniczych.  

Przez pierwszy rok (co najmniej) dziecko będzie musiało wykonać ogromną pracę. Nadążyć z materiałem, który przerabiają norwescy uczniowie i nauczyć się języka norweskiego. Bagatelka!  Kto z dorosłych potrafi opanować w tak krótkim czasie język obcy? Ja bym nie potrafiła.

Panuje powszechnie przekonanie, że dzieci szybko uczą się języka obcego. Otóż niekoniecznie. Jest znacząca różnica między uczęszczaniem dwa razy w tygodniu na zajęcia angielskiego w Polsce, a uczeniem się  codziennie przez kilka godzin norweskiego. W tym pierwszym przypadku możemy mówić o miłym i pożytecznym spędzaniu czasu, w tym drugim o ciężkiej i stresowej pracy, skoro  jej efektem ma być niemal natychmiastowe funkcjonowanie w norweskiej szkole.

Nauka języka jest jednym z najtrudniejszych problemów. I tu każdy wiek ma swoje problemy. W najlepszej sytuacji są, według mnie, najmłodsze dzieci, które trafiają do norweskiego przedszkola. Co prawda, żadnego polskiego nauczyciela nie dostaną, jednak dużo czasu upłynie, zanim będzie się od nich coś wymagać konkretnej wiedzy, np. wytłumaczenia procesu fotosyntezy po norwesku lub rozwiązania zadania tekstowego z matematyki. Chodząc do przedszkola, mają szansę nauczyć się języka niemal naturalnie, bo poprzez zabawę.

W szkole podstawowej, małe dzieci (6-8 lat) są w najgorszej sytuacji, ponieważ często mają jeszcze problemy z czytaniem i pisaniem po polsku. Wiele zależy tu od szkoły, do jakiej wcześniej chodziły w Polsce. Jeśli ta nie wywiązała się dobrze z nauczania początkowego to będzie ciężko, bo nauczanie języka obcego na tym poziomie bez dobrej znajomości języka polskiego jest sporym wyzwaniem.

Dzieci starsze (9-12 lat) szczególnie, te, które były w dobrych polskich szkołach i mają podstawy angielskiego są w lepszej sytuacji i mają szansę wejść w miarę gładko w norweski system. Język angielski ułatwia im komunikację z norweskimi kolegami i nauczycielami a wypracowane nawyki uczenia, pozwalają im w miarę szybko przyswajać nowy język.

Etap gimnazjum i liceum jest trudny ze względu na konieczność operowania skomplikowanym słownictwem na takich przedmiotach jak naturfag i samfunnsfag. Udział w tych lekcjach, który wiążę się m.in. z pisaniem sprawdzianów i przygotowywaniem prezentacji, wymaga dużo pracy od polskich uczniów. Przedział wiekowy 13-17 lat bywa także ciężki ze względów psychologicznych. Młodzież w tym wieku rzadko podziela entuzjazm rodziców do emigracji. Większość zostawia w Polsce dziadków, kolegów i koleżanki, czasem pierwszą miłość. I dlatego dla nich wyjazd z Polski jest dużym wyzwaniem. Wydaje mi się, że w tej grupie jest najwięcej niepowodzeń z integracją i nauką języka.

CZYTAJ TAKŻE: Polskie Dziecko w Norweskiej Szkole. Część 2

Moje obserwacje pokazują, że szybkość uczenia się języka jest indywidualna. Zależy od zdolności ucznia i pracy jaką wkłada w naukę. Niebagatelne znaczenie mają również predyspozycje psychiczne. O wiele łatwiej jest osobom szybko nawiązującym kontakty, ekstrawertykom i optymistom.

Ogromne znaczenie ma także dom, a w szczególności rola rodziców. Ich wsparcie i praca nad motywacją dzieci jest nieprzeceniona. Niezwykle ważne jest także to, czy rodzice mówią po norwesku.  Oczywiście niektórzy przyjeżdżają tu w tym samym czasie, co dzieci (szczególnie matki), więc jest oczywiste, że nie znają języka norweskiego. Jednak, jeśli podejmują od razu naukę norweskiego, to stają się pozytywnym przykładem dla dzieci. Natomiast, jeśli nie uczą się języka (będąc np. od kilku lat w Norwegii) stają się przykładem negatywnym i demotywującym. I jest w tym pewne zakłamanie, gdy taki rodzic daje reprymendę swemu dziecku, że nie dość szybko uczy się norweskiego.

Co dzieci tracą?

Norweski system edukacji stwarza polskim dzieciom dobre możliwości kształcenia. Jednak nigdy nie będą one tak dobre jak w Polsce. Wejście „z biegu” do norweskiej szkoły zmusza polskich uczniów do wykonania gigantycznej pracy. Konieczność skupienia się na języku norweskim oznacza opóźnienie (a w praktyce zatrzymanie) w nauczaniu innych przedmiotów, np. historii, biologii, fizyki. Konsekwencją jest również zatrzymanie w kształceniu i rozwijaniu języka polskiego. Smutne i nierzadkie są przypadki, gdy następuje zjawisko „utraty” języka polskiego.

Wszystko to prowadzi do straty roku, dwóch, trzech… w kształceniu dziecka. To ile lat uczeń straci, zależy już od jego zdolności i pracowitości. Moje osobiste doświadczenie pokazuje, że zdolni i pracowici tracą rok, ci mniej utalentowani minimum dwa lata. Natomiast osoby nieuzdolnione, leniwe lub mające jakieś problemy z uczeniem mogą stracić nawet ponad trzy lata. Tu pojawia się wątpliwość: czy dziecko kiedykolwiek nadrobi ten materiał? Czy będzie dla niego realnie możliwe w przyszłości podjąć studia w Polsce?

Trudna konkluzja

Postawiłam sporo trudnych i niewygodnych pytań w tym tekście. Na wiele z nich nie potrafię odpowiedzieć. Jestem daleka od pouczania kogokolwiek i dawania „mądrych rad”. Mam jednak parę przemyśleń, których jestem pewna, i niech staną się one konkluzją tego tekstu.

Po pierwsze, drodzy rodzice, jeśli nie jesteście przekonani, że chcecie wyemigrować do Norwegii na stałe, nie zabierajcie swoich dzieci z Polski. Nie zmieniajcie im świata i rzeczywistości na rok, dwa. To wielka krzywda dla dziecka.

Po drugie, dawajcie im dobry przykład, uczcie się z nimi i sami języka norweskiego.

Po trzecie, jeśli wasze dzieci mają jakieś trudności w uczeniu się, dysfunkcje psychologiczne (dysleksję, ADHD, autyzm…) to zastanówcie się dwa, albo lepiej dwadzieścia razy nad emigracją. Droga do uzyskania pomocy psychologicznej w Norwegii nie jest co prawda niemożliwa, ale jest długa.

Po czwarte, nie zapominajcie, że dziecko jest człowiekiem, ma swoje potrzeby i uczucia. Ma również swoje możliwości i ograniczenia (Przecież wszyscy je mamy).

Marta Tomczyk-Maryon | POLMEDIA (marta@nportal.no)

Copyright © 2015 N PRESS | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Local market refinansowanie 728x90
×